Hitler i obca cywilizacja.

 

 

hitler-jew

Kilka lat przed II wojną światową, w latach 1934-43, członkowie mistycznego niemieckiego towarzystwa „Thule” do którego należał także Adolf Hitler oraz szereg ekspedycji naukowych rozpoczęli poszukiwania śladów pozostawionych przez obcą cywilizację, jak i poszukiwań pradawnej wiedzy tajemnej. Poszukiwania te prowadzono przede wszystkim w Tybecie, gdzie skupiono się na poszukiwaniu ukrytych w górach, jak i w hinduskich oraz tybetańskich klasztorach, starożytnych bibliotek, ale skupiono się też na poszukiwaniu legendarnego miejsca – Shangri-La (znanego też jako Shambala; miało to być wg starohinduskich legend podziemne miasto stworzone przez „bogów” z nieba przybyłych przed wiekami, którzy pozostawili w tym mieście swoją wiedzę – źródło: A. Thomas „Shambala”, Wyd. Sphere Books, 1977). Aspekt niemieckich badań w Tybecie w latach 1934-1943 kierowanych przez dr Ernsta Schaefera z „Deutsches Ahnenerbe”, oficera SS wysokiej rangi, jest dość dobrze znany ze względu na to, że większa część dokumentów trafiła po wojnie do „National Archives” w Waszyngtonie. Sporo dokumentów nadal jest jednak nieznanych.

Być może Niemcy odkryli Shangri-La, o ile ona istnieje . I być może znaleźli też gotowy pojazd, „vimanę”, o której piszemy niżej…

Ekspedycje prowadzono także na Bliskim Wschodzie oraz w Ameryce Południowej. Poszukiwania te prowadzono z inicjatywy Heinricha Himmlera.
Do dzisiaj wiele starożytnych księgozbiorów pozostaje jeszcze ukryta w górskich jaskiniach. Do wielu bibliotek do dzisiaj mnisi nie dopuszczają obcych. Dla przykładu: w 1900 roku odkryto księgozbiór ukryty w Tybecie w górskiej jaskini. Większość księgozbioru to kopie księgozbioru napisanego w nieznanym zupełnie języku mające conajmniej kilkusetletnie pochodzenie, o ile nie starsze (R. Mooney „Gods of air and darkness”. Wyd. Stein and Day, 1975).
Niemcy byli doskonale zorientowani w kierunku poszukiwań, które stały się sprawą wagi państwowej. Jak ważne były to poszukiwania świadczy fakt zainstalowania przez Stany Zjednoczone rezydentury służby specjalnej OSS w Tybecie. W 1942 roku Amerykanie podobno starali się ubiec Niemców w znalezieniu przez nich informacji, które miały na pewno wartość strategiczną i przeprowadzili ekspedycję kierowaną przez Ilia Tołstoja (podstawowy cel tej misji: zbadanie nastrojów na „dachu świata” – Tybet rozpatrywany był jako strategiczna trasa zaopatrzeniowa dla koalicji antyjapońskiej, ale czy tylko ten cel był podstawowym zadaniem misji?).

Jakie to były informacje, że mogły mieć one taką wartość dla amerykańskiego wywiadu, o ile rzeczywiście OSS starał się pozyskać informacje z tej dziedziny?

Informacje zawarte w starych pismach tybetańskich i hinduskich (napisanych w sanskrycie, języku literackim starożytnych i średniowiecznych Indii) zawierały dokładne instrukcje i szczegóły budowy napędu antygrawitacyjnego. Przykładem tego jest m.in. znane szeroko starożytne dzieło „Vimaanika Shastra”, które najprawdopodobniej opisuje budowę pozaziemskich maszyn latających. Jej angielskie tłumaczenie pojawiło się jeszcze przed intensywnymi niemieckimi poszukiwaniami w Tybecie. Wiele opisów znajdujących się w „Vimaanika Shastra” jest nadal niezrozumiałych (nie wiadomo, czy Niemcy odkryli znaczenie wszystkich opisów, ale wszystko wskazuje na to, że tak i nie tylko w tym tekście). „Vimaanika Shastra” opisuje głównie budowę maszyn latających tzw. „viman”. W tym tekście są też rozdziały poświęcone m.in. sposobom przygotowania posiłków na czas lotu (!). Większość jednak opisów jest charakterystyczna dla relacji sporządzonych przez kogoś kto nie do końca rozumiał sens tego co widział. To mniej więcej tak, jakby ktoś np. żyjący 500 lat temu miał opisać samolot i istotę jego działania. Oto fragmenty opisów (znaczenie niektórych słów jest nadal nieznane):

„(…) Poprzez przewody powinny zostać doprowadzone do pojemnika z kwasem siarkowym. Tworzą potem trzy siły, nazwane: marthanda, rowhinee, bhadra. Marthanda shakti powinna być doprowadzona do kamienia – ładunku, rtęci, miki i płynu wężowego. (…) Po uruchomieniu dużego koła, koła sandhi w naala – dandas również zaczną się obracać z dużą prędkością a prąd doprowadzony najpierw do pięciobocznej keelaka, a potem do zbiornika z olejem nabierze mocy i przechodząc przez dwie naalas rozkręci wszystkie koła w kolumnie do potężnej prędkości, generując prędkość 25000 linkas, która pozwoli vimanie pokonać 105 krosa lub prawie 250 mil w ciągu ghatika /24 minuty/ (…) Konstrukcja musi być wykonana tak, aby była mocna i wytrzymała, jak wielkiego latającego ptaka, z lekkiego materiału. Wewnątrz należy zainstalować silnik rtęciowy, z żelaznym aparatem podgrzewającym poniżej. Dzięki mocy zawartej w rtęci, która tworzy wir napędzający, człowiek siedzący wewnątrz może pokonywać ogromne odległości na niebie w najbardziej wspaniały sposób”.

Ten powyższy fragment pochodzi z najbardziej miarodajnego, angielskiego tłumaczenia „Vimaaniki Shastry”, dokonanego przez prof. G.R. Josyera, dyrektora Międzynarodowej Akademii Badań Sanskrytu (I. Witkowski „Supertajne bronie…” cz. 3, str. 91-94).
Nie można wykluczyć, że Niemcy dotarli do opisów, które po przetłumaczeniu były bardzo dokładnymi instrukcjami budowy viman. Wiele innych starożytnych opisów mogło zawierać wiedzę o dziedzinie nauki i techniki, która mogła pozwolić Niemcom wyprzedzić cały świat o ponad 50 lat (jak nie więcej, gdyż szereg dokonań niemieckich nadal pozostaje nieznanych lub są one nie do przyjęcia w świetle dzisiejszej nauki).
Jest to może trudne do uwierzenia, ale kiedy tuż po wojnie indyjscy specjaliści poproszeni zostali o przetłumaczenie i analizę tybetańskich manuskryptów, po zakończeniu badań oświadczyli oni, że starożytne pisma zawierają szczegółowe plany budowy statków kosmicznych o napędzie antygrawitacyjnym! Pisma te zawierały jeszcze m.in. szczegóły podróży na Księżyc. Indyjscy naukowcy swoje sceptyczne nastawienie do tego co przetłumaczyli i zanalizowali natychmiast zmienili po tym, kiedy to okazało się, że Chiny zamierzają wykorzystać tą wiedzę przy realizacji chińskiego projektu kosmicznego (D.H. Childress „Vimana aircraft…”; Wyd. Adventures Unlimited Press, 1995 i R. Charroux „The Gods Unknown”; Wyd. Berkley Books, 1969).
O tym, że Niemcy mogli dysponować tą wiedzą już w czasie II wojny światowej (a nawet przed) może świadczyć fakt utrzymywania bardzo dobrych stosunków na linii Berlin-Lhasa i wizyty tybetańskich mnichów w Berlinie (pięć dni przed śmiercią Hitlera w Berlinie [co nie jest tak do końca pewne] sowieccy żołnierze znaleźli w jednym ze schronów ciała 6 buddyjskich mnichów, którzy popełnili zbiorowe samobójstwo. Prawdopodobnie najważniejszy z nich, w nietypowych zielonych okularach (!) określany był jako „Strażnik klucza” (P. Monn „The Black Sun, Montaauk’s Nazi – Tibetan Connection”. Wyd. Sky Books, 1997).
Badaniom nad nowym rodzajem energii, mogącej mieć zastosowanie w generowaniu sztucznej grawitacji patronował sam Rudolf Hess, zastępca i prawa ręka Hitlera.
W ostatnim czasie wyszła m.in. jeszcze jedna sprawa. Odnaleziono (odtajniono?) pewne bardzo ambitne niemieckie plany z okresu II wojny światowej. Jak były one ambitne należy ocenić samemu. Są to bowiem szczegółowe plany budowy ogromnej stacji kosmicznej opracowane w zakładach Zeppelina pod kryptonimem „Andromeda-Gerat”…

Program „Chronos” był najtajniejszym programem ze wszystkich prowadzonych w III Rzeszy oraz posiadał najwyższy priorytet. W ramach tego programu skonstruowano urządzenie (generator elektrograwitacyjny), które było silnikiem antygrawitacyjnym napędzającym statki powietrzne, a działające na zasadzie przeciwbieżnie wirujących mas z olbrzymią prędkością, najczęściej w formie dysków. Program „Chronos” był w pewien sposób powiązany z techniką jądrową. Jak daleko Niemcy byli posunięci w badaniach nad fizyką antygrawitacji niech świadczy fakt ukazania się w Niemczech pierwszej pracy na ten temat „O grawitacji, wirach i falach w poruszających się ośrodkachjuż w 1931 roku (O.C. Hilgenberg „Uber Gravitation, Tromben und Wellen in bewegten Medien”, 1931).
Powyższą część artykułu opracowano przede wszystkim na podstawie „Supertajnych broni Hitlera” Igora Witkowskiego

– NOWA SZWABIA –Historia niemieckich wypraw badawczo-naukowych sięga 1873 roku, kiedy to sir Eduard Dallman z ramienia nowo powstałego Niemieckiego Towarzystwa Badań Polarnych na swoim statku „Groenland” odkrył nową drogę do wybrzeży Antarktydy. W przeciągu następnych sześćdziesięciu lat Niemcy przeprowadzili jeszcze dwie poważne ekspedycje badawczo-naukowe. W 1910 roku na statku „Deutschland” (ekspedycja dowodzona przez Wilhelma Filchnera) oraz w 1925 roku na specjalnym statku przeznaczonym do badań polarnych „Meteor” pod dowództwem dr. Alberta Metza.W latach 1938-1939 III Rzesza zorganizowała wyprawę na Antarktydę, nad którą protektorat objął Hermann Goering. W skład ekspedycji wchodziło 82 osoby. Większość stanowili naukowcy i specjaliści. Ekspedycją kierował doświadczony polarnik kapitan Alfred Ritscher.

Zespół otrzymał duży statek handlowo-pasażerski m/s „Schwabenland” o pojemności 8000 ton. Na pokładzie statku zainstalowano katapultę, mogącą wystrzeliwać dwa znajdujące się w ładowniach duże samoloty wodnopłatowe typu Dornier (o nazwach własnych: „Passat” i „Boreas”), mogące utrzymywać się w powietrzu przez ponad 15 godzin. Były to samoloty zaprojektowane do obsługi transatlantyków

Przebudowa tego statku do polarnego rejsu w hamburskiej stoczni kosztowała olbrzymie na ówczesne czasy pieniądze: ponad milion marek niemieckich!
„Schwabenland” odpłynął z Niemiec 17 grudnia 1938 roku. Po miesiącu podróży dotarł do wybrzeży Ziemi Królowej Maud na Antarktydzie. 20 stycznia przeprowadzono pierwszy lot zwiadowczy nad tym obszarem Antarktydy, a do końca lutego wykonano jeszcze siedem wielogodzinnych lotów badawczych.

Ziemia Królowej Maud została przemianowana na Nową Szwabię (Neuschwabenland). Niemieckie samoloty zrzuciły olbrzymią ilość tablic i flag hitlerowskich informujących o zajęciu tego obszaru przez III Rzeszę.
Była to pierwsza kolonia III Rzeszy, o której znaczeniu nadal niewiele wiadomo, a naukowe wyniki badań przeprowadzonych przez Niemców nadal nie są do końca znane. Na pewno Niemcy odkryli potężne łańcuchy górskie o wysokości do 4000 metrów oraz odkryli istnienie działu lodowego przedzielającego Antarktydę, co dało kolejny argument zwolennikom teorii mówiącej o tym, że Antarktyda nie jest jednolitym lądem

Dopiero na mocy traktatu z 1959 roku Nową Szwabię przemianowano na Ziemię Królowej Maud (nazwę otrzymały też wybrzeża: Wybrzeże Księżniczki Marty i Wybrzeże Księżniczki Ragnhildy). Ale i tak duża część map wydanych po tym okresie nadal ma niemieckie nazwy geograficzne, świadczące o ich badaniach na tym terenie np. Ziemia Ritschera, Góry Muehliga-Hoffmana czy Masyw Wohltat.

Niemieckie badania naukowe były tylko przykrywką dla wojskowych celów wyprawy, niemniej jednak były to najlepiej przeprowadzone do tej pory badania tego obszaru. Wykonano m.in. zdjęcia 600 tysięcy kilometrów kwadratowych tego terenu (około 11 tysięcy zdjęć wykonano za pomocą specjalnych aparatów firmy Zeiss o nazwie Reihenmessbildkamera RMK 38″), co poświadczają mapy niemieckich badań.

Zastanawiające jest to, że do dzisiaj naukowcy w swoich opracowaniach zawężają obszar poznany przez Niemców do niewiele ponad 300 tysięcy kilometrów. Co chcą w ten sposób ukryć?

12 sierpnia 1939 roku Niemcy wydały dekret o utworzeniu wewnątrz sektora norweskiego -antarktycznego sektora niemieckiego. Zachował się list Hermanna Goeringa gratulującego kierownictwu wyprawy sukcesu wyprawy… (Ch. Friedrich, „Hitler am Sudpol” – przyp. autorów).
Część powyższych informacji dotyczących Nowej Szwabii zostało zaczerpniętych z książki „Zdobywcy Białego Lądu” wydanej w latach pięćdziesiątych, napisanej przez najwybitniejszego polskiego badacza Antarktydy – profesora Jacka Machowskiego. Dowiedzieć się tam można jeszcze jednej bardzo istotnej rzeczy: z bazy (prawdopodobnie o kryptonimie „211″?) znajdującej się w Nowej Szwabii (a może była jeszcze jedna baza w głębi lądu zbudowana pod ziemią?) korzystały niemieckie okręty korsarskie (rajdery) oraz U-booty. Wyjaśnia to fakt możliwości operowania tych okrętów ponad 20000 kilometrów od Niemiec. Oczywiście istniały statki zaopatrujące te okręty, niemniej jednak wiele jest niejasności dotyczących tego zagadnienia. Jeszcze długo po zakończeniu II w.ś. niemieckie U-booty patrolowały ten obszar. Dla przykładu: U-977, typ VIIC, wpłynął do argentyńskiego portu Mar del Plata (z wywieszoną piracką flagą) dopiero 17 sierpnia 1945 roku (czyli prawie 100 dni po oficjalnym zakończeniu II w.ś. w Europie! – rejs do Argentyny powinien trwać około 3 tygodni tj. ok. 21 dni). Ale już za to Clair Blair w książce „Hitlera wojna U-bootów” tom II (1999), podaje, że m.in. U-977 przez rekordową liczbę 66 dni w czasie rejsu do Argentyny nie wychodził z zanurzenia, płynąc dziennie przez zaledwie 4 godziny. Resztę rejsu płynął na jednym silniku. Tym samym jego rejs rzeczywiście mógł trwać ponad 3 miesiące. Był to jeden z dwóch U-bootów, które oficjalnie ujawniły się w argentyńskim porcie (drugim był U-530, typu IXC/40, w pełni zaopatrzony i również bez żadnego ładunku…). Do niedawna uważano, że były to jedyne okręty, które dopłynęły do wybrzeży Argentyny po kapitulacji III Reszy. Nie jest to jednak prawda.

Być może któryś z U-bootów (raczej na pewno nie „pechowy” U-977) przywiózł do Argentyny Adolfa Hitlera (wskazuje na to kilka śladów w wielu źródłach i dokumentach), ale to zupełnie inna historia...

U-booty były widziane u wybrzeży Argentyny jeszcze w 1946 roku! W archiwach NATO znajdują się dokumenty i zdjęcia tych okrętów podwodnych (Ch. Friedrich „Secret Nazi Polar Expeditions…”, 1979).

Do dzisiaj nieznane są losy około 100 (!) niemieckich U-bootów z okresu ostatnich tygodni wojny. Spora część z nich to okręty podwodne typu XXI wyprzedzających swoją epokę o kilkanaście lat.
Jakie zadania wykonywały U-977 i U-530 w czasie ich ostatnich rejsów? Gdzie dokonały uzupełnienia zapasów, o ile ten fakt miał miejsce? Co naprawdę przewoziły pod pokładem?

Wilhelm Bernhardt, współautor (drugi z autorów to Howard Buechner) poczytnej powieści „Adolf Hitler and the Secrets of the Holy Lance” (1988), który przedstawia siebie jako jednego z członków załogi U-530, utrzymuje, że przed przybyciem do Argentyny na pokładzie znajdowało się „sześć powleczonych ołowiem skrzyń z brązu”, zawierających „najcenniejsze skarby” III Rzeszy. Okręt U-530, wg Bernhardta, skrzynie te miał pozostawić na Antarktydzie… Wspomina także, że U-977 popłynął wpierw na Antarktydę, gdzie zostawił „urnę” z prochami wodza III Reszy i „skrzynie ze skarbami”…

Za to dowódca U-977, Heinz Schaeffer, w swojej książce „U-boat 977″ opublikowanej w 1952 zdecydowanie utrzymywał, że jego okręt ani Hitlera nie przewoził ani nie dotarł do Antarktydy (po uzyskaniu wolności Schaeffer wyjechał ze Stanów Zjednoczonych, gdzie był przetrzymywany – do Argentyny – pozostał tam do końca życia).

Tajne bazy zaopatrzeniowe Niemcy zakładali także na wybrzeżu Argentyny. Jednak w przypadku Nowej Szwabii istotne jest to, że była to ziemia niczyja, znajdująca się zdala od obszaru zainteresowania aliantów, w klimacie sprzyjającym przechowywaniu żywności i paliwa. Obszar ten był odgrodzony od oceanu barierą lodu pływającego oraz w dużej mierze pozbawiony lodowca ze względu na przebiegający tam łańcuch wulkaniczny i naturalne geologiczne źródła ciepła. Antarktyda jest najbardziej niedostępnym lądem, otaczają ją bowiem najburzliwsze wody świata, bariery i góry lodowe. Niewykluczone, że Niemcy wybudowali tam głęboki kompleks podziemny, a prawdopodobnie były tam dwie lub trzy bazy w głębi lądu. W czasie II wojny światowej obszar wybrzeży Nowej Szwabii był także rzekomo stale dozorowany od strony oceanu przez dwa okręty Kriegsmarine.

Informacje, które publikuje p. Igor Witkowski w trzeciej części „Supertajnych broni Hitlera” wskazują także, że III Rzesza wykorzystywała archipelag wysp Kerguelen znajdujących się około 2000 km od północnych wybrzeży Antarktydy, a zaliczający się do Antarktyki. Według oficjalnych badań archipelag ten nie był zamieszkany aż do 1949 roku. Wiadomo jednak, że Niemcy stworzyli tam tajną bazę okrętów podwodnych, której zapasy były stale uzupełniane (J. Machowski „Zdobywcy Białego Lądu”).

Admirał Karl Doenitz w wypowiedzi z 1943 roku podkreślił, że:”Niemiecka flota podwodna jest dumna ze zbudowania dla Fuehrera, w innej części świata Shangri-La na lądzie, niezwyciężonej fortecy”(P. Monn „The Black Sun, Montauk’s Nazi – Tibetian Connection”. Wyd. Sky Books, 1997).

Czy Doenitz mógł mieć na myśli niemiecką tajną bazę w Nowej Szwabii?

Tuż po zakończeniu II wojny światowej teren ten stał się bardzo „interesujący” dla aliantów. Amerykanie na wody Antarktydy wysłali potężny zespół uderzeniowy z lotniskowcem na czele…

– A7 –Zanim omówimy znane szczegóły tej operacji dokończmy temat niemieckich urządzeń o napędzie antygrawitacyjnym (A-7).
Prace nad pierwszym statkiem latającym Vril-1 rozpoczęto już na początku lat dwudziestych w Augsburgu. W 1934 roku w powietrze wzniósł się pierwszy statek powietrzny RFZ-1 (Rundflugzeug-1) o średnicy pięciu metrów. Po wzniesieniu się na wysokość około 60 metrów pilot Lothar Waiz utracił nad nim kontrolę i rozbił pojazd, sam bezpiecznie opuszczając kabinę.
Wkrótce zbudowano ulepszony statek RFZ-2, który miał średnicę prawie 20 metrów. Co ciekawe nie mógł on zakręcać po łuku, tylko wykonywał skręty i zwroty pod kątem 22,5 i 45 oraz 90 stopni! Tym samym uznano, że nie znajdzie on zastosowania bojowego. Pojazd ten ochrzczony jako Vril-2 podczas lotu emitował poświatę, co w połączeniu z jego ostrymi skrętami daje charakterystykę obserwowanych od lat czterdziestych niezidentyfikowanych obiektów latających. Zaobserwowane pod koniec wojny przez amerykańskich i brytyjskich pilotów „kule ognia” (być może były to V-7), „foo-fighters”, zakłócały także pracę silników i urządzeń radarowych.

Budową i badaniami prototypów wykorzystujących napęd antygrawitacyjny (elektrograwitacyjny) zajmowała się specjalna placówka SS-Entwicklunstelle-IV (SS-E-IV). Wkrótce placówka ta opracowała znacznie większe statki powietrzne. Latem 1939 roku nad supertajnym poligonem SS wzniósł się w powietrze Haunebu-I o średnicy 25 metrów, a niedługo potem jeszcze doskonalszy statek: Haunebu-II o średnicy około 30 metrów. Haunebu-II posiadał 4 generatory elektrograwitacyjne (jeden duży – środkowy i trzy mniejsze – stabilizujące). Pojazd ten rozwijał prędkość do 6000 (sześciu tysięcy) km/h.

Zimą 1942 roku opracowano myśliwską wersję Vril-1, która uzbrojona była w działka kalibru 30 mm oraz karabiny maszynowe.

Pod koniec wojny opracowano najdoskonalszy statek – Haunebu-III. Powstał tylko jeden prototyp. Wykonał on 19 lotów podczas których testowano jego właściwości w czasie lotu. Mógł on pomieścić w swoim wnętrzu aż 32 ludzi i rozwijać prędkość10 Machów (ok. 12000 km/h)!

Już w marcu 1945 roku zakłady lotnicze Dorniera otrzymały zamówienie na produkcję seryjną Haunebu-II (P. Moon „The Black Sun, Montauk’s Nazi – Tibetian Connection”. Wyd. Sky Books, 1997).
Pewne ślady wskazują na to, że zachowane statki o napędzie antygrawitacyjnym zostały ewakuowane na Antarktydę…
Napęd wykorzystywał jako paliwo zjonizowaną parę rtęci – plazmę. Wiadomo jest, że w związku z prowadzonymi badanami Niemcy sprowadzili jej ponad kilkadziesiąt ton. Igor Witkowski, niezmordowany badacz i wybitny tropiciel hitlerowskich tajemnic, znalazł informację o transporcie rtęci, który miał opuścić Niemcy wewnątrz U-boota U-859. Okręt ten wypłynął z Niemiec w kwietniu 1944 roku i został zatopiony w cieśninie Malakka. Jego ładunek został wydobyty dopiero w latach siedemdziesiątych i okazało się wtedy, że są to… aż 33 tony rtęci. Ze względu na temat tego artykułu, arcyciekawa jest informacja, że ładunek ten miał podobno dotrzeć na Antarktydę…

Pracami nad statkami o napędzie antygrawitacyjnym zajmował się też z osobistego polecenia Hitlera profesor Viktor Schauberger.
Schauberger oprócz wspomnianego wyżej urządzenia skonstruował szereg interesujących urządzeń m.in. wykorzystującej nieznany wówczas (i dzisiaj także, gdyż zachowana dokumentacja została częściowo zniszczona, a to co ocalało zostało wywiezione do USA) rodzaj energii elektrograwitacyjnej, „implozyjnej” wodnej turbiny napędowej. Najnowsze badania wskazują, że urządzenie, które zaprojektował profesor Schaubereger, a które napędzane specjalną turbiną wodną po uruchumieniu nie potrzebowało już żadnej zewnętrznej energii, faktycznie jest możliwe do skonstruowania. Ma to cechy „perpeetum mobile” i tak jest faktycznie. Ale ponieważ dzisiejszym światem rządzą ci, którzy mają w ręku ropę naftową – podstawowy element wytwarzania energii na Ziemi, tym samym dyktują losy świata i nie są zainteresowani udostępnieniem sukcesów Schaubergera i wielu innych naukowców…

Jeden z latających dysków skonstruowanych przez Schaubergera osiągnął wysokość 15000 metrów w zaledwie trzy minuty oraz prędkość poziomą rzędu 2200 km/h. Wykazywał on interesujące cechy – po uruchomieniu napędu zaczynał pulsująco świecić w kolorze niebiesko-zielonym, a później w kolorze „biało-srebrzystym” jak określił to sam konstruktor. Zespół naukowy Schaubergera był pewien, że przy takich parametrach istniejące w dysku przeciążenie zabije każdego pilota. Aby sprawdzić, jak jest one wielkie zainstalowano na pokładzie dysku urządzenie mające dokonać pomiaru. Jakież było zdziwienie naukowców, kiedy okazało się, że przeciążenie to ma wartość 0,5 g, a więc jest pół raza mniejsze od przyciągania ziemskiego!!!

„Dzwon” (die Glocke) EWAKUACJAW ewakuacji urządzenia napędowego tzw. „Dzwonu” (die Glocke) oraz szeregu innych urządzeń (być może prototypów broni „XXI wieku” m.in. broń laserowa, pociski manewrujące, rakiety A-4, etc. i ich planów budowy) wykorzystany został samolot dalekiego zasięgu Ju-390, który przewyższał pod każdym względem większość (o ile nie wszystkie) ówczesnych konstrukcji alianckich. W wersji bombowej mógł przenosić 10 ton bomb na odległość 9000 km. Istniały tylko dwa takie samoloty. Pierwszy przebudowano na latającą cysternę, która mogła przenosić do 31125 litrów paliwa. Drugi Ju-390 przebudowano na morski samolot rozpoznawczy. Mógł on wykonywać loty trwające do 32 godzin, czyli prawie półtorej doby! Był to jedyny samolot, który w czasie II wojny światowej wykonał lot z Niemiec do Japonii (nad biegunem północnym). Wykonał on także z bazy we Francji lot rozpoznawczy do Stanów Zjednoczonych. Znalazł się on wtedy w odległości 20 km od Nowego Jorku i niewykryty powrócił bezpiecznie do bazy.

Najprawdopodobniej „Dzwon” został wywieziony do Argentyny, a część innych urządzeń, które przewiózł Ju-390 (prawdopodobnie z oznaczeniami szwedzkich sił powietrznych) via Argentyna znalazła się być może także w Nowej Szwabii.

Junkers Ju-390… Dane techniczne
Długość: 34,20 m
Rozpiętość: 50,30 m
Wysokość: 6,98 m
Silniki: 6 x BMW-801E
Masa własna: 36 900 kg
Masa startowa: 75 500 kg
Prędkość maksymalna: 505 km/h
Prędkość przelotowa: 430 km/h
Zasięg działania bojowego: 9700 km

– Amerykańskie operacje wojskowe na Antarktydzie
Ciąg dalszy II wojny światowej??? –
Przygotowania do wielkiej operacji wojskowej na Antarktydzie Stany Zjednoczone rozpoczęły tuż po zakończeniu wojny, w rok po „poddaniu” się U-977 i przesłuchaniach załogi tego U-boota. Prawdopodobnie brutalne śledztwo wycisnęło z marynarzy dodatkowe informacje o bazie w Nowej Szwabii (brutalnie prowadzone przez Amerykanów śledztwa załóg U-bootów były wielokrotnie przedmiotem oficjalnych dochodzeń specjalnych komisji US Navy.Jak wielkie to były przygotowania świadczy fakt, że zespół uderzeniowy Task Force opuścił bazy w USA dopiero 2 grudnia 1946 roku. Była to operacja na niespotykaną wcześniej skalę (J. Małachowski „Zdobywcy Białego Lądu”). Znaczy to, że Amerykanie operację traktowali z całą powagą. I nie była to wyprawa na słonie morskie czy pingwiny. Głównym elementem operacji był wspomniany zespół uderzeniowy z lotniskowcem „Phillipine Sea” oraz niszczycielami, dwoma transportowcami wodnosamolotów i okrętem podwodnym (razem co najmniej 14 okrętów). Na pokładach znajdowało się ok. 4000 ludzi, w tym ok. 3500 oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, około 300 pracowników cywilnych i 25 naukowców. Główny sprzęt rozpoznawczy Amerykanów stanowiły samoloty C-47 Dakota z kamerami, aparatami fotograficznymi i holowanymi magnetometrami. Magnetometry były urządzeniami, które z powodzeniem wykrywały U-booty na Atlantyku. Mogły też wykryć anomalie magnetyczne (metalowe instalacje lub pole elektromagnetyczne) pod skorupą lodu lub pod warstwą skał…
Oficjalnie amerykańskie dowództwo głosiło, że jest to wyprawa mająca na celu sprawdzenie funkcjonowania sprzętu wojskowego w ekstremalnych warunkach polarnych.

Dlaczego naukowcy brali udział w operacji wojskowej? Po co tak wielka ilość samolotów transportowanych aż na 3 okrętach?

I jeszcze coś. Wyprawą współdowodził znany i doświadczony polarnik Richard E. Byrd. Co ciekawe, w listopadzie 1938 roku przybył on na zaproszenie Niemców do Hamburga i pomagał rekrutować personel niemieckiej wyprawy! W Operacji High Jumping miał on już stopień admirała US Navy. Dowódcą Task Force był admirał Richard H. Cruzen.
Wśród badaczy Antarktydy mówiło się wtedy otwarcie, że Amerykanie przygotowują się do wojny na Antarktydzie. Organizowano wówczas już kolejne trzy zespoły Task Force…

Przeciwko komu Amerykanie mieli walczyć na Antarktydzie? Do końca lat 50-tych żadna armia nie była jeszcze przystosowana do walki na obszarach polarnych

W 1947 roku Stany Zjednoczone zrezygnowały z bezskutecznych roszczeń terytorialnych do Antarktydy i zaproponowały „umiędzynarodowienie” tego kontynentu. Może Amerykanie chcieli przez to ułatwić sobie poszukiwania o charakterze militarnym.

27 stycznia 1947 roku Task Force dotarł do wybrzeży Nowej Szwabii, gdzie został podzielony na trzy zespoły. Wybudowano też bazę wypadową.

Co naprawdę zdarzyło się na Antarktydzie? Dlaczego ta „wyprawa naukowa” nadal jest objęta taką tajemnicą?
Wiadomo na pewno, że Amerykanie musieli nagle opuścić Antarktydę po kilkunastu dniach pobytu, mimo że wyprawa miała zapasy na 8 miesięcy działań. Mówiono i pisano o 4 straconych samolotach i wielu zabitych ludziach. Ich los pozostał nieznany. Oficjalnie mówiono też o wielkim sukcesie wyprawy.

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych kierownictwo wyprawy zostało poddane bardzo intensywnym przesłuchaniom. Wyniki śledztwa zostały objęte ścisłą tajemnicą. Admirał Byrd został uznany za psychicznie chorego. Prawdopodobnie po to, by nikt nie dał wiary temu co widział i co się stało w czasie wyprawy na Antarktydę

Nim Byrd uznany został za chorego psychicznie, mówił on, że odkryto miejsca na Antarktydzie, które były pozbawione lodu i były porośnięte zieloną roślinnością ogrzewaną przez ciepłe źródła pochodzenia wulkanicznego. Uznano to za oznaki choroby psychicznej (lub był to najprawdopodobniej pretekst do tego, by uznać go za chorego psychicznie)… Odkrycie to przeczyło wiedzy o tym kontynencie.

Admirał rzekomo zdążył też udzielić wywiadu dziennikarzowi, w którym powiedział: „Konieczne jest, aby Stany Zjednoczone przygotowały się do obrony przed nieprzyjacielskimi myśliwcami, które mogą przylecieć z obszarów polarnych” oraz że:”w przypadku wybuchu nowej wojny, nad Stanami Zjednoczonymi będą latać nieprzyjacielskie myśliwce zdolne przemieszczać się z jednego miejsca na drugie z niesamowitą prędkością”.

Dlaczego zarządzono tak gwałtowny odwrót? W jakich okolicznościach Amerykanie ponieśli klęskę na Antarktydzie? Co naprawdę widział admirał Byrd? Dlaczego Amerykanie nie wysłali kolejnych Task Force, które tworzyli przed operacją High Jumping? Czy Niemcy użyli swoich Wunderwaffen i pokonali Amerykanów, mimo ich przewagi?

Pamiętnik Byrda zawiera ponoć informacje o tym, że w czasie jednego z lotów rozoznawczych samolotem C-47 nad Nową Szwabią, został on przechwycony przez niemieckie latające dyski i zmuszony do lądowania (przestały działać m.in. wszystkie urządzenia pokładowe C-47). Po wylądowaniu, w czasie rozmowy z Niemcami otrzymał ostrzeżenie o tym, że amerykańska wyprawa zostanie całkowicie zniszczona, jeśli nie wycofa się z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Widać Amerykanie nie dali temu wiary i ponieśli porażkę.

Chyba nie przypadkowo lotnictwo amerykańskie w 1947 roku rozpoczęło prowadzić badania nad UFO w ramach Programu Blue Book (Grudge).
Tajne materiały (MAJIC) ujawnione przez ludzi, którzy mieli do nich dostęp informują, że od stycznia 1947 roku do grudnia 1952 Stany Zjednoczone weszły w posiadanie co najmniej 16 rozbitych lub zestrzelonych pojazdów „obcych istot”. W świetle nowych materiałów dotyczących m.in. Projektu Chronos i operacji High Jumping należy być pewnym, że nie może być w tym przypadku (i bardzo wielu innych) mowy o jakichś „obcych istotach z kosmosu”.
Opis i parametry znalezionego (zestrzelonego?) pojazdu w 1948 roku nad poligonem White Sands Proving Grounds (poligon rakietowy) w Nowym Meksyku jednoznacznie kojarzą się ze statkiem powietrznym Haunebu-III.
Osoby mające dostęp do najtajniejszych materiałów dotyczących zagadnienia UFO twierdzą, że znalezione w pojazdach ciała były zaliczane do obcej rasy określanej jako Nordycy wyglądający jak ludzie blondyni.

Wszyscy badacze zjawiska UFO są zgodni co do jednego: rok 1947 był przełomowy dla ufologii. Czy to nie przypadek? Zaczęło się to 24 czerwca, kiedy to pilot Kenneth Arnold zaobserwował przelot 9 dyskoidalnych pojazdów nad Górami Kaskadowymi w stanie Washington w USA. 7 lipca 1947 roku 120 km od Roswell rozbił się dyskoidalny pojazd (w Roswell znajdowała się baza sił lotniczych, będąca w owym czasie jedyną w świecie bazą bombowców zdolnych do przenoszenia broni jądrowej)…

 

– Wojna atomowa
– ostateczne rozstrzygnięcie? -W 1950 roku Komitet Połączonych Szefów Sztabów wydał rozkazy dotyczące kolejnej wyprawy wojennej na Antarktydę. Widać Amerykanie nie mogli przetrawić tego, że zadano im klęskę (bo co innego stało się w 1947 roku?). Przygotowania opóźniła wojna w Korei i dopiero w 1954 roku mogła dojść ona do skutku. Co ciekawe na mocy rozkazu prezydenta Eisenhowera admirał Byrd został uznany za zdrowego psychicznie (!), powołany do służby czynnej i został dowódcą nowej wyprawy, której nadano kryptonim Operation Deepfreeze (Operacja Siarczysty Mróz).Amerykanie nie kryli wcale faktu, że zamierzają tym razem użyć na Antarktydzie broni jądrowej!!!
Przeciwko komu? W jakim celu zamierzali jej użyć? W celach badawczych? Czy może raczej w celu zniszczenia niemieckiej bazy?…

Chile, Nowa Zelandia i Argentyna ostro zaprotestowały przeciwko użyciu broni jądrowej w rejonie Antarktydy
Właściwie nic nie wiadomo na temat szczegółów tej wyprawy. Oficjalnie wyprawę tę zakończono w 1957 roku, a więc w Międzynarodowym Roku Geofizycznym. Admirał Byrd zmarł również w 1957 roku. Oficjalnie zmarł, a tak naprawdę może zginął na Antarktydzie?

Czy Amerykanie zniszczyli niemieckie bazy na Antarktydzie? Czy nasilenie obserwacji Niezidentyfikowanych Obiektów Latających nad Stanami Zjednoczonymi w latach 1947-1957 (słynne dwie „bitwy powietrzne nad Waszyngtonem” w 1952, pościgi, zestrzeliwania, taranowania samolotów – także pasażerskich, etc) o wyglądzie identycznym jak niemieckie statki latające Haunebu-II świadczy o tym, że była to wojna prowadzona na dwóch kontynentach? Jakie straty ponieśli Amerykanie w tej wojnie (bo był to chyba niewątpliwie ciąg dalszy II wojny światowej)?
I kto naprawdę wygrał?

Być może w czasie drugiej operacji w Antarktydzie Amerykanie zniszczyli część niemieckich instalacji i przejęli część niemieckiej technologii. Świadczą o tym relacje ludzi, którzy widzieli w amerykańskich bazach statki zbliżone (identyczne?) do Vril-1 i innych konstrukcji niemieckich, jak i szereg innych aspektów ukrywanych do tej pory (Strefa 51, Hangar 18, Groom Lake, etcetera).
Stany Zjednoczone musiały też użyć broni jądrowej na Antarktydzie. Dowodem tego są wyniki badań opublikowanych w 2000 roku w „New Scientist”. Antarktyczne małże i ryby zawierają radioaktywny pluton 238 – składnik broni nuklearnych. Zdaniem naukowców substancje radioaktywne mógł przenieść wiatr, albo może zrobił to satelita NASA, który spłonął w górnych warstwach atmosfery i rozsiał substancje radioaktywne.

Może. Wszystko jest możliwe. Także to, że Niemcy zbudowali silnik antygrawitacyjny – chyba największy dotychczas wynalazek naszej cywilizacji. Pojazd wyposażony w ten silnik będzie mógł się (już może?) poruszać w kosmosie z prędkościami większymi niż prędkość światła, dzięki wykorzystaniu zakrzywienia czasoprzestrzeni występującej w czasie działania takiego urządzenia (grawitacja jest ściśle powiązana z czasoprzestrzenią, gdyż jest jej jednym z parametrów). Wszechświat stanie otworem (przelot z jednej galaktyki do drugiej może trwać zaledwie kilka godzin).
O ile Amerykanie stali się posiadaczami technologii umożliwiającej budowę pojazdów z napędem antygrawitacyjnym jest oczywiste, że mogli oni dokonać już wielu podróży w najdalsze zakątki Wszechświata. A ponieważ, jak się wydaje, sami we Wszechświecie zapewne nie jesteśmy, doszło już do niejednego rzeczywistego kontaktu z obcą (obcymi) cywilizacją. I pewnie nie była już to „obca rasa” blond Nordyków z niebieskimi oczami…
Wariant drugi: to Niemcy dokonali wcześniej już takich lotów we Wszechświecie…

Publiczne ujawnienie istnienia takiego urządzenia oraz jego możliwości zmieni cały układ polityczny i religijny istniejący na Ziemi.
Fakt, że Ziemia obraca się dookoła Słońca był skrzętnie ukrywany przez Kościół przez ponad 200 lat; ujawnienie prawdy spowodowało wtedy ogromny przewrót w Kościele, instytucjach władzy i myśleniu ludzi. A czym jest fakt, że Ziemia kręci się wokół Słońca wobec prawdy, że np. nie jesteśmy sami we Wszechświecie?…
” Black Sun ” miała za zadanie poszukiwania alternatywnych źródeł energii dla III Rzeszy. Ich prace obejmowały opracowanie alternatywnych źródeł energii i paliw. Grupa ta opracowała w 1939r. rewolucyjny elektromagnetyczny – antygrawitacyjny (gravitic) silnik.
Maszyna energii służyła do konvertowania energii. Była połączona z zespołem De Van Graaf Generatorem i dynamem wir Marconi.
Kulisty zbiornik rtęci, służył do stworzenia silnego pola elektromagnetycznego, by zmniejszyc siłę przyciągania ziemskiego.
Haunebu I oblatano juz w 1939 roku. Dwa prototypy wykonały 52 testowe loty. W 1942 roku, w ulepszonej wersji Haunebu II Ta wersja miała 26 metrów średnicy i była gotowa do próbnych lotów. Ten dysk miał dziewięć załóg, a także mógł osiągnąć szybkość lotu naddźwiękowego 6.000 do 21.000 kilometry na godzinę, przebywając w powietrzu bez lądowania 55 godziny.
Haunebu II Do- Stra miał osłony termiczne z dwóch kadłubów Victalen . Jednostki zostały skonstruowane i przetestowane między 1943-44. Wykonały 106 testowych lotów.
Haunebu III był jescze większy jego średnica wynosiła juz 71 metrów. Jeden prototyp został zbudowany przed końcem wojny. Miał 32 osobową załogą i mógł osiągnąć prędkość od 7000 do 40.000 km / h. Miał potrójny kadłuba Victalen. Mówi się, że mógł przebywać w powietrzu od 7 do 8 tygodni. Jednostka wykonała 19 testowych lotów. Podobno ta jednostka miała być wykożystana do ewakuacji Thule i Vril w 1945.… Uważa się, że UFO już zostały zaprojektowane przez naukowców niemieckich nazistów w czasie II wojny światowej.

… Nazi conspiracy UFO część 1

… Nazi conspiracy UFO część 2

… Nazi conspiracy UFO część 3

… Nazi conspiracy UFO część 4

… Nazi conspiracy UFO część 5

… Nazi conspiracy UFO część 6

…Tajemniczy projekt silnika Antygrawitacyjnego.

 

Bliższy opis obiektów Vril-1, Vril-2 i V-7VRIL – 1VRIL – 1
Pierwsze prace nad latającym talerzem rozpoczęto na początku lat dwudziestych w Augsburgu (Niemcy). Powstał wtedy statek oznaczony Vril-1.
Rozpoczęto również pracę nad bojowymi wersjami statku Vril-1.
Zimą 1942 roku nad poligonem doświadczalnym towarzystwa Vril krążył nowy pojazd latający Vril-1. Miał on 1,70 m wysokości i 11 m średnicy. Odpowiadał on wymiarom myśliwca. Pojazd został uzbrojony w 3 MK108 kalibru 30 mm i 2 MG17.
W czasie, kiedy trwały pracę nad Vril-1 stworzono zaawansowany projekt budowy dużego statku Vril-7, w którym zastosowano podobno napęd o wiele wykraczający naprzód Dzwonowi.

 

VRIL – 2 … W arsenale III Rzeszy jako pierwszy powstał statek o średnicy 5 metrów, którego nazwano VRIL-2. Był to pojazd o oznaczeniu RFZ-1 (Rundflugzeng-1). W 1934 roku po raz pierwszy wzbił się w powietrze. Pojazd ten był bardzo trudny w sterowaniu, już w pierwszym locie próbnym rozbił się po wzniesieniu się na wysokość około 60 metrów. Pilot Lothar Waiz zdołał bezpiecznie opuścić kabinę.Pod koniec 1934 roku zbudowano ulepszony statek RFZ-2, który miał średnicę prawie 20 metrów. Sterowanie nad nim nadal było problemem. Co ciekawe nie mógł on zakręcać po łuku, tylko wykonywał skręty i zwroty pod kątem 22,5 i 45 oraz 90 stopni! Tym samym uznano, że nie znajdzie on zastosowania bojowego. Pojazd ten ochrzczony jako Vril-2 podczas lotu emitował poświatę, co z ostrymi jego skrętami daje charakterystykę obserwowanych od lat czterdziestych niezidentyfikowanych obiektów latających.

 

V 71. Dzwon, 1A. Biegun YX, 1B. Biegun XY, 2. Generator główny i rozruchowy, 3. Osłona dzwonu, 4. Obrotowa osłona, 5. Ramy, 6. Wirnik, 7. Elektromagnesy, 8. Zasilacz elektryczny i odbiornik, 9. Próżnia, 10. Obrotowy pancerz

17 kwietnia 1945 roku Niemcy wypróbowali nad Bałtykiem swoją nową broń odwetową V-7. Był to bardzo dobrze znany pojazd, helikopter ponaddźwiękowy wyposażony w ponad 12 agregatów turbo BMW-028. Podczas pierwszego lotu próbnego osiągnął pułap 23 800 metrów, a za drugim razem 24 200 metrów. Jak mówią inne źródła pojazd ten był poruszany również przy pomocy energii niekonwencjonalnej.

Według doniesienie mjr. Rudolfa Lusara i Jurija Stroganowa dyskoplan V-7 (model N-1) był wypróbowywany w okolicach Pragi Czeskiej. 24 lutego 1945 roku dokonano rzekomo pierwszego lotu doświadczalnego dyskoplanu V-7.
W praskiej firmie Avia-Junkers założono tajne biuro projektowe dyskoplanu V-7, w którym pracował niemiecki zespół konstruktorski i którego działalność znana była tylko kilku Niemcom i żadnemu Czechowi.

Pierwsze wersje V-7 były najprawdopodobniej wyposażone w napęd wentylatorowy. Finalnym produktem był model N-3 o napędzie jądrowym! Ważnym urządzeniem pojazdu był tzw. „Dzwon”. Posiadał on niezwykłe właściwości. Wytwarzał nieznany rodzaj promieniowania, który powodował po dłuższym kontakcie z nim zniszczenie wszelkich otaczających go żywych organizmów.

Zaobserwowane pod koniec wojny przez amerykańskich i brytyjskich pilotów „kule ognia”, zakłócały także pracę silników i urządzeń radarowych.

Urządzeniem zasilającym dla wszystkich statków był silnik zbudowany z zestawu połączonych ze sobą talerzy, elektromagnesów, który nosił nazwę „Thule”. Urządzenie wytwarzało pole elektrograwitacyjne, którym można było w odpowiedni sposób sterować wywołując najprawdopodobniej ciąg statku.

 

Dzwon (die glocke) Kluczowym urządzeniem, stanowiącym serce niezwykłych pojazdów był „dzwon” (die glocke), który wchodził w skład zespołu napędowego. Z materiałów wynika, był drobną, ale bardzo ważną częścią większego systemu napędowego. Główną część „dzwonu” stanowił umieszczony w obudowie wirnik, składający się z wału i dwóch dysków wypełnionych rtęcią, która w trakcie pracy była schładzana poniżej temperatury krzepnięcia.
Dzwon był cylindrem umieszczonym w trakcie pracy pionowo. Górna część posiadała zaokrąglenie w kształcie kopuły, a dolna stanowiła okrągłą podstawę. Obudowa wykonana była z materiału dielektrycznego o wysokość 2-2,5 metra i średnicy 1,5 – 1,8 metra.
Główną część „dzwonu” stanowił umieszczony w obudowie wirnik (współosiowo) składający się z wału, dwóch dysków wypełnionych rtęcią, która w trakcie pracy schładzana była poniżej temperatury krzepnięcia. Dyski wirowały przeciwbieżnie z bardzo dużą prędkością.
„Dzwon” był zasilany energią elektryczną dużej mocy i charakteryzował się pracą ciągłą. W czasie uruchamiania urządzenia występowały przepięcia w sieci elektrycznej.
Przed każdą próbą uruchomienia dzwonu w jego wnętrzu umieszczano coś w rodzaju podłużnego ceramicznego pojemnika o ściankach osłoniętych warstwą ołowiu o grubości 3 cm. Pojemnik wypełniany był dziwną, złocistą, metaliczną substancją o odcieniu fioletowym i zachowującą w temperaturze pokojowej konsystencję lekko ściętej galarety. Pojemnik ten był długości około 1 do 1,5 m. Ta tajemnicza substancja nosiła kryptonim IRR XERUM 525 lub IRR SERUM 525. W jej skład wchodziły tlenki toru i berytu.
W trakcie pracy urządzenie emitowało poświatę w kolorze niebieskim oraz silne promieniowanie, które miało negatywny wpływ na organizmy żywe. W trakcie badań w pobliżu dzwonu ustawiano zestawy organizmów żywych takich jak: jaszczurki, myszy, szczury, żaby, ślimaki. Oraz szereg roślin: mchy, paprocie, bluszcze, I substancje organiczne: białko, krew, mięso, mleko. Podczas badań odkryto, że promieniowanie to powoduje odbarwianie materiałów, koagulację próbek krwi, skażenie terenu, a na wszystkich w/w formach tworzyły się nieokreślone formy krystaliczne. Szczególnym zmianom ulegały rośliny zielone, w pierwszej fazie obejmującej do około 5 godzin po zakończeniu badań następowało ich bielenie lub szarzenie, rozkład lub zanik chlorofilu. Taka roślina przez okres utajnionych zmian rzędu tygodnia żyła normalnie. Następnie następował nagle błyskawiczny rozkład do postaci mazistej bez zapachu typowego dla gnicia.
Promieniowanie to było również przyczyną rozwiązania pierwszego zespołu badawczego na przełomie maja i czerwca 1944 roku, w związku ze śmiercią pięciu z siedmiu prowadzących go naukowców. Później podczas przeprowadzanych badań cały personel badawczy usuwano na odległość 150-200 metrów stosując gumowe kombinezony ochronne oraz kaski z dużymi czerwonymi szybami z przodu.
Projekt badawczy podzielony został na dwa segmenty, od stycznia 1942 roku do sierpnia 1943 nosił kryptonim „Thor”. A następnie „Chronos”.

Program „Chronos” był najtajniejszym programem ze wszystkich prowadzonych w III Rzeszy oraz posiadał najwyższy priorytet. W ramach tego programu skonstruowano urządzenie (generator elektrograwitacyjny), które było silnikiem antygrawitacyjnym napędzającym statki powietrzne, a działające na zasadzie przeciwbieżnie wirujących mas z olbrzymią prędkością, najczęściej w formie dysków. Program „Chronos” był w pewien sposób powiązany z techniką jądrową. Jak daleko Niemcy byli posunięci w badaniach nad fizyką antygrawitacji niech świadczy fakt ukazania się w Niemczech pierwszej pracy na ten temat „O grawitacji, wirach i falach w poruszających się ośrodkach” już w 1931 roku (O.C. Hilgenberg „Uber Gravitation, Tromben und Wellen in bewegten Medien”, 1931).

 

Andromeda-Gerat – stacja kosmiczna Jeszcze przed zakończeniem wojny SS-IV planowało budowę gigantycznego statku bazy, ogromnej cygarowatej stacji kosmicznej, która dzięki wykorzystaniu siły grawitacji mogła być bez trudu przemieszczana mimo kilkaset tonowej masy.
Stacja o długości 105 metrów miała powstać rzekomo w dawnych zakładach Zeppelina, pod kryptonimem Andromeda-Gerat.
Stacja ta została rzekomo zbudowana w 1943 roku. Do dnia dzisiejszego zachowały się nieliczne fragmenty planów budowy tej wielkiej maszyny.
 

Kompleks RieseJednym z głównych ośrodków badań nad V-7 był kompleks znany pod kryptonimem „Riese” (Olbrzym), który znajdował się w Górach Sowich w Sudetach.
Podziemne kompleksy wojskowe, opuszczone przez Niemców po wojnie są połączone z zamkiem Książ mieszczącym się w samym Wałbrzychu. Podziemia znajdujące się w Walimiu są tylko małą częścią kompleksu, poszczególne fragmenty całej budowli, o których wiadomo, a które nie są przeznaczone dla zwiedzających rozsiane są po całych Górach Sowich.
Z całą pewnością nie była to kwatera Hitlera jak uważa wielu historyków o czym świadczą ogromne rozmiary niektórych hal.
Budowa kompleksu była zakrojona na wielką skalę, rozpoczęła się na początku 1943 roku. W budowie brało udział ponad 70 tys. więźniów z pobliskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen oraz kilkadziesiąt niemieckich firm. W ciągu zaledwie dwóch lat wydrążono 230 tys. metrów korytarzy, z których tylko 90 tys. jest dziś znane.
Tym, którym udało się przeżyć mówili, że zainstalowane tu zostały tajne laboratoria badawcze, z których jedno mieściło się w zamku Książ chronione przez SS.

Miejsce prac ukryte było przed rozpoznaniem lotniczym, otoczone trzema szczelnymi pierścieniami żołnierzy SS. W Olbrzymie prowadzono prace nad bronią jądrową i środkami jej przenoszenia.
Z ujawnionych w ostatnim czasie planów niemieckich wynika, że baza obiektów V-7 miała zostać zbudowana głęboko pod ziemią w górach, a kompleks „Riese” był pod tym względem wyjątkowy chociaż by dla tego, że występowały tam pokłady uranu, które mogły być wykorzystywane do produkcji paliwa jądrowego dla latających dysków!
Zagadką pozostaje, że prace w Olbrzymie trwały aż do 6 maja 1945 roku mimo, że wojna skończyła się już kilka dni wcześniej, a 4 tys. żołnierzy pilnujących kompleksu nie zostało przerzuconych do obrony Wrocławia. Świadczyć to o tym, że Niemcy pracowali tam nad bronią jądrową i V7, tym co Hitler uważał za „Wunderwaffe”, która mogłaby odmienić losy wojny zaledwie w kilka dni przechylając szalę zwycięstwa na stronę niemiecką.
Przed wkroczeniem wojsk radzieckich Niemcy wycofując się, zabili około 12 tys. jeńców oraz 4 tys. nadzorców, a podziemia dokładnie zabezpieczyli zawalając większą część po to żeby uniemożliwić ich późniejsze przeczesywanie.
Po kapitulacji III Rzeszy w Berlinie rozpoczęła dochodzenie komórka NKWD zajmująca się przesłuchiwaniem jeńców oraz oficerów niemieckich mających związek z tajnymi technologiami składowanymi na Dolnym Śląsku, której przewodzili płk. Władysław Szymański i gen. Jakub Prawin. Dokumenty ze śledztwa spisywano bez pomocy tłumacza i maszynistki, a następnie przesyłano specjalnym kanałem do Bieruta. A wszystko dlatego, że przesłuchania dotyczyły jak określił to jeden z badanych SS Jakob Sporrenberg „najtajniejszego projektu III Rzeszy”.
W latach 40 – 50 przez zachodnie i sowieckie służby wywiadowcze, których celem było odnalezienie archiwum Miethego zawierającego plany i opis techniczny V7.

 

Inne poligony testowe V-7Niemcy testowali V-7 na różnych poligonach m.in.:
w Karkonoszach – w rejonie Przełęczy Karkonoskiej
w Górach Kaczawskich – rejon Mniszkowa koło Jeleniej Góry
rejon Pragi
Chebu
Hontiansych
Hodonina
na terenie Niemiec
na terenie byłej CzechosłowacjiIstniały również poligony morskie V-7 m.in.:
w okolicach Ustki
Królewca
Władysławowa
Gdyni – w rejonie Babich Dołów

Miejsca na terenie Polski wykorzystywane przez Niemców do swoich niecnych celów i projektów:

 

Viktor Schauberger – konstruktor V-7 … Viktor Schauberger – urodził się 30 czerwca 1885 roku w rodzinie drwala w miejscowości Holzschlag w Austrii. Pasją Viktora było obserwowanie dzikiego leśnego życia, rwących strumieni. Schauberger należał do niemieckich organizacji mistycznych: Vril i Thule.
W oparciu o stworzoną przez siebie wiedzę doprowadziło go to do wielu wynalazków i odkryć związanych ze zjawiskami występującymi w wodzie. Największe znaczenie miało jego odkrycie zjawisk antygrawitacyjnych w wirach wodnych. Jego teorią zainteresował się w latach 30-stych Adolf Hitler. W czasie wojny pracował głównie nad silnikiem antygrawitacyjnym opierającym się na wirze wodnym. Schauberger również został przejęty przez Sowietów, a następnie przedostał się z niewoli do USA. Po wojnie jego pracami interesowali się Amerykanie. Podczas pobytu w USA przekazał im posiadaną przez siebie wiedzę. W 1958 roku po rocznym pobycie w USA powrócił do Austrii, gdzie 5 dni później zmarł w wyniku załamania nerwowego. Cały czas powtarzał słowa „zabrali mi wszystko, wszystko, nawet nie mam prawa do samego siebie”.Po sukcesie jaki osiągnął Viktor, został zaproszony w 1934 roku na rozmowę z Hitlerem. Na spotkaniu obecna była na życzenie Hitlera osoba – naukowiec z Instytutu Cesarza Wilhelma oraz radca ministerialny.

Rozmowa pomiędzy Hitlerem i Viktorem
Hitler – Co zaproponowałby Pan zamiast generatorów i metod, którymi dysponujemy obecnie?
Schauberger: – Proszę dać mi do dyspozycji sprzęt, ludzi oraz materiały, których bym potrzebował, a w ciągu kilku miesięcy zobaczy Pan moje metody produkcji energii. Wtedy sam Pan oceni, która metoda jest lepsza i ma większy potencjał?
Hitler – Co byłoby źródłem paliwa dla Pana generatorów?
Schauberger – Woda i powietrze, one zawierają całą energię, której potrzebujemy.

Napęd tego konstruktora opierał się na bezdymnym, bezpłomiennym silniku wybuchowym. Silnik dla swego działania potrzebował jedynie wody i powietrza.
W zamian dawał ciepło, światło, ruch. Głównym celem jego pracy był ukierunkowany wybuch, który generował diamagnetyzm całego dysku, dzięki czemu mógł lewitować w polu magnetycznym.
Dysk na obwodzie posiadał 12 silników odrzutowych, które pełniły rolę: chłodziły główny silnik lewitacyjny i nadawały ruch postępowy. Według innej wersji podano, że silnik nie potrzebował innego paliwa poza wodą. Nasuwa się teza, że w drugiej wersji może chodzić o reaktor jądrowy lub wykorzystanie swych teorii z powietrzem i wodą. Viktor Schauberger prowadził swe badania w szkole SS w Rosenhugel, gdzie została zbombardowana, wkrótce przez aliantów. Badania przeniesiono do miejscowości Leonstein koło Linzu. Budowano tam zmniejszone statki, które później wpadły w posiadanie Amerykanów. Określano je mianem „bączków Schaubergera”.

Zdjęcia „bączków Schaubergera”

„Bączki” miały ok. 1,5 m średnicy. Zbudowano dwa prototypy na początku lat ’30. Jeden z tych prototypów był napędzany silnikiem elektrycznym o mocy 0,05 KM i testowany w locie próbnym na początku lutego 1945 roku. Kadłub był wykonany ze specjalnego stopu zwanego imperium. Po uruchomieniu napędu latający dysk jarzył się początkowo niebiesko-zieloną pulsującą poświatą, później biało-srebrzystą. W czasie wznoszenia nie było słuchać żadnego dźwięku.
Jeden z prototypów uległ zniszczeniu w trakcie eksperymentu, urządzenie wytworzyło za silny impuls energii, że pojazd oderwało się od podstawy do której było przymocowane i roztrzaskało się o sufit laboratorium, natomiast drugi w 1958 roku został prawdopodobnie wywieziony do USA.

Centralną częścią urządzenia był wirnik umieszczony w obudowie próżniowej. Wirnik składał się ze stożkowej metalowej części centralnej zwężającej się w dół wokół owiniętych wyprofilowanych rur, obracał się on w czasie pracy wokoło osi pionowej. Rury miały skomplikowany kształt, przekrój każdej z nich nie był kołowy, lecz raczej jajowaty z wklęsłym jednym bokiem, nie był również tej samej wielkości, na całej długości przewodu lecz powoli malał osiągając minimalną wartość na dole wirnika. Rura była nawinięta spiralnie na centralny stożek, tak, że skok tej swoistej sprężyny był najmniejszy w górnej części, osiągając na dole wartość kilkukrotnie większą. Tłoczona do niej od góry woda ulegała wewnątrz rury pod wpływem ruchu obrotowego wirnika wirowaniu z coraz większą prędkością, zmierzając równocześnie dośrodkowo w kierunku osi wirnika ulegając kompresji wirowej. Wydostająca się z ich dolnych końców woda znajdująca się pod bardzo dużym ciśnieniem padała na łopatki specjalnej turbiny napędzającej generator elektryczny, a następnie przepływała z powrotem do góry gdzie wracała do obiegu.
Jeden z latających dysków skonstruowanych przez Schaubergera osiągnął wysokość 15000 metrów w zaledwie trzy minuty oraz prędkość poziomą rzędu 2200 km/h. Wykazywał on interesujące cechy – po uruchomieniu napędu zaczynał pulsująco świecić w kolorze niebiesko-zielonym, a później w kolorze „biało-srebrzystym” jak określił to sam konstruktor.
Zespół naukowy Schaubergera był pewien, że przy takich parametrach istniejące w dysku przeciążenie zabije każdego pilota. Aby sprawdzić, jak jest one wielkie zainstalowano na pokładzie dysku urządzenie mające dokonać pomiaru. Jakież było zdziwienie naukowców, kiedy okazało się, że przeciążenie to ma wartość 0,5 g, a więc jest pół raza mniejsze od przyciągania ziemskiego!

http://radionigell.dbv.pl/readarticle.php?article_id=13