Zeznania naocznych świadków składania przez judeo-satanistów z Niemiec ofiar całopalnych z Polaków,

Mając na uwadze niedawną publikację o ofiarach całopalnych z Polaków dokonywanych przez judeo-satanistów w czasie trwania II wojny światowej należy uzupełnić publikację o zeznania naocznych świadków, https://rafzen.wordpress.com/2015/06/21/ii-wojna-swiatowa-to-masowe-skladanie-ofiar-cialopalnych-z-polakow-przez-judeo-satanistow/
Bardzo cenne jest świadectwo robotnika z getta świadka tamtych wydarzeń Feliksa Pączkowskiego, który ujawnia jaki strój ceremonialny mieli judeo-sataniści gdy zjawiali się na miejscu składania ofiar całopalnych z Polaków ponieważ ten strój jest podobny do aktualnych strojów używanych w Izraelu do składania ofiar całopalnych. Ujawnia on również rozmiar ołtarza na którym składano ofiary z Polaków.

Całopalenie w Izraelu

Całopalenie w Izraelu

Wszyscy świadkowie potwierdzają zgodnie, iż w ceremoniach składania ofiar całopalnych z Polaków uczestniczyli tylko żydzi oraz judeo-sataniści z Niemiec co jednoznaczne uzasadnia tezę o składaniu ofiar całopalnych z Polaków.
Poprzednią publikację należy uzupełnić o globalne straty biologiczne poniesione przez Warszawę w latach 1939-1944 które wynoszą nie mniej jak 800 tys. osób.
W « Encyklopedii Powszechnej » PWN z 1980 stwierdzono: « […] Łączne straty ludności Warszawy w latach 1939-1944 wyniosły około 850 tysięcy osób: około 400 tysięcy bezpośrednio w mieście i ponad 400 tysięcy w obozach i więzieniach hitlerowskich […]. »
Jeśli chodzi o straty poza Warszawą, sprawa jest prosta, bo straty obejmują przede wszystkim około 300 tys. Żydów straconych w Treblince i innych miejscach zagłady oraz Polaków straconych w więzieniach i obozach hitlerowskich poza Warszawą i poza granicami Polski. Mając powyższe na uwadze uznanie przez Lecha Kaczyńskiego liczby 20 tysięcy zamordowanych w KL Warschau za liczbę wiarygodną i reprezentowaną przez agenturę Mossad-u z IPN-u należy traktować jako demencję prezydencką albo jako agenturę judeo-satanistyczną w Polsce. Czytelnikom pozostawiam wybór.
Przypomnijmy również przy tym, że ludobójcze plany judeo-satanistów z Niemiec i Rosji istniały tylko w odniesieniu do Narodu Polskiego potwierdzone czterema konferencjami Gestapo i NKWD i były to: Unternehmen Tannenberg, Intelligenzaktionen: Pomern, Posen, Masowien, Litzmannstadt, Schlesien, Sonderaktionen: Krakau, Tschenstochau, Lublin, Bürgebraukeller, Ausserordenliche Befriedungsaktion [Akcja-AB] i wiele innych. Judeo-sataniści z Rosji zaznaczyli natomiast swe dążenia masowymi mordami i deportacjami, czego symbolem stał się mord rytualny na oficerach WP, policjantach i inteligencji polskiej w Katyniu, Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Świadek Feliks Pączkowski, robotnik w byłym getcie zeznał:
« […] Któregoś dnia spotkałem doprowadzonych również na te roboty Żydów z rodziny Trysków, którzy powiedzieli mi, że na ul. Nowolipki 25 Niemcy rozstrzeliwują więźniów z al. Szucha i z Pawiaka. Po tej wiadomości udałem się z czterema kolegami z pracy, wśród których pamiętam był Czesław Śliwiński, na ul. Nowolipki. Prawie wszystkie domy na ulicy Nowolipki i Nowolipie były zburzone, zalegały ruiny. Zburzony był także wskazany przez Trysków dom przy ul. Nowolipki 25 oraz sąsiadujące z nim domy Nowolipki 23 i 27; stały tylko szkielety. Na murach tych trzech domów wisiały napisy: «Wstęp wzbroniony pod karą śmierci». W ukryciu, poprzez ruiny przedostałem się do domu Nowolipki 27, będącego w bezpośrednim sąsiedztwie z domem Nr 25 przy Nowolipkach, skąd przez dziurę w sterczącej ścianie z pierwszego lub drugiego piętra zobaczyliśmy na posesji Nowolipki 25 wśród gruzów dość duży oczyszczony plac o powierzchni 40 x 40 m lub 50 x 50 m, na którym według relacji Trysków wykonywane były egzekucje. Dokładnie plac ten był położony pomiędzy ulicą Nowolipki, a ulicą Nowolipie, w ten sposób, że od ulicy Nowolipki 25 naprzeciwko skrzyżowania z ulicą Karmelicką było do niego przejście na zewnątrz. Egzekucje na tym placu dokonywane były prawie codziennie, prawie dzień w dzień słychać było tam seryjne strzały z broni maszynowej.
Ja osobiście widziałem 3 lub 4 takie egzekucje, gdzieś w miesiącach kiedy było ciepło. Więcej razy nie miałem odwagi tam pójść, bo groziła kara śmierci. Egzekucje te oglądałem właśnie poprzez dziurę w ścianie na pierwszym czy drugim piętrze wymienionego domu Nowolipki 27. Przed egzekucją doprowadzano na plac grupę Żydów, którzy przygotowywali stosy z drzewa. Do przygotowania tych stosów doprowadzano zmiennie różne grupy Żydów, wśród których był ojciec i dwóch czy trzech synów ze znanej mi rodziny Trysków, ocalonych z powstania w Getcie. O ile mi wiadomo, to grupa Żydów była w dyspozycji placówki żandarmerii w Warszawie, mieszczącej się przy ul. Żelaznej róg Leszna w gmachu dawnej szkoły i szpitala św. Zofii. Doprowadzał ich stamtąd na plac egzekucji żandarm nazwiskiem Banasz. Po przygotowaniu przez Trysków i innych Żydów stosów drzewa, wjechał na plac samochód z budą. Przyjechało dwóch lub trzech oficerów SS w białych fartuchach oraz chyba dwóch szeregowych SS-manów. Otworzono klapę budy, wyprowadzono kilku więźniów, wśród których były i kobiety. Po czym bezpośrednio nastąpiło rozstrzelanie z karabinu maszynowego umieszczonego, jak mi się wydawało, w jakimś zaułku przy bramie. Następnie oficerowie SS w białych kitlach chodzili i z krótkiej broni ręcznej dobijali leżących więźniów, kopiąc ich uprzednio dla sprawdzenia, czy dają jeszcze oznaki życia. Po rozstrzelaniu szeregowi SS-mani szybko odjeżdżali, zaś oficerowie pozostawali i nadzorowali palenie zwłok. W ten sposób zamordowanych już więźniów Żydzi Tryski i inni rzucali na wcześniej przygotowane stosy drzewa i palili, pod przymusem tych oficerów SS […].
Prowadząc roboty przy ul. Więziennej, widziałem któregoś dnia osobiście wywożonych z Pawiaka więźniów. Więźniowie wyprowadzani byli z zakneblowanymi ustami, powiązanymi do tyłu rękami, w samej bieliźnie i bez butów. Załadowano ich do trzech lub czterech bud ciężarowych i wywieziono. Słyszałem, że rozstrzelano ich w kilku punktach Warszawy […] ».
Do krematoriów i spalarni zwożone były zwłoki na spalenie ze wszystkich miejsc straceń: ofiary egzekucji ulicznych, ludzi rozstrzeliwanych na terenach obozowych oraz zagazowanych w komorach gazowych. W latach funkcjonowania KL Warschau liczne były meldunki Delegatury Rządu na Kraj i wywiadu AK nie tylko o działaniu w nim komór gazowych i uśmiercaniu więźniów, ale także meldunki o spalaniu ich zwłok właśnie w obozowych krematoriach. Miejsca, w których ilość składowanych zwłok była zbyt duża do przetransportowania na spalenie do krematoriów, wysadzano wraz ruinami domów w powietrze. Tak uczyniono np. ze stałym miejscem straceń w podwórzu posesji przy ul. Nowolipki 25-31, które wysadzono w powietrze ze zwłokami w dniach 6-8 czerwca 1944.

W « Raporcie Komórki Więziennej Delegatury Rządu z 15.XI.1943 » stwierdzono:
« Na terenie Getta Niemcy wysadzają w powietrze ruiny ze zwłokami rozstrzelanych tam Ofiar, równocześnie wygrzebywane są i niszczone zwłoki pochowanych prowizorycznie po niektórych poprzednich egzekucjach ».

W dniach 16-17 maja 1945 na terenie dawnego więzienia wojskowego przy ul. Dzikiej [« Gęsiówka »] Sekretarz Komisji dla Zbadania Zbrodni Niemieckich w Warszawie B. Świderski przeprowadził wizję lokalną, którą opisał w « Sprawozdaniu » z 20 lipca 1945. Czytamy tam m.in.:
« Gmachy więzienne zabudowane w czworoboki, tworzące obszerne dziedzińce są spalone we środku, mury gmachów nienaruszone.
Na jednym z dziedzińców znajduje się częściowo odkopana mogiła zbiorowa, zwłoki około 70 ofiar są przysypane lekko ziemią, na drugim dziedzińcu znajduje się stos wystrzelonych łusek karabinowych, pośrodku resztki dużego paleniska.
Tereny dziedzińców pokryte są drobnymi szczątkami ludzkich kości, w studniach i dołach na dziedzińcach znajdują się stosy popiołów ze spalonych zwłok ludzkich. Wewnątrz gmachu więziennego znajduje się ślad po jednopaleniskowym piecu krematoryjnym, cela z całym szeregiem żelaznych prętów służąca jako izba tortur. Na ostatnim dziedzińcu za właściwym więzieniem na środku wielkiego placu przytykającego do obozu koncentracyjnego leżą gruzy wysadzonego w powietrze krematorium. Z jednej strony placu stoi budynek krematorium z wysokim kominem, w którym nie zostały jeszcze zainstalowane piece krematoryjne. To niewykończone krematorium jest obecnie rozbierane. Na rogu placu po drugiej stronie znajduje się elektryczne krematorium, które było przez Niemców w okresie przed powstaniowym całkowicie zmontowane i gotowe do pracy. Krematorium to o dwóch paleniskach jest już w znacznym stopniu rozebrane, tak że stoją tylko mury.
Jeżeli chodzi o teren gmachu więzienia i wygląd dziedzińców, wygląda on w następujący sposób: jeden z dziedzińców nosi nazwę »teatru«, ponieważ ściany zewnętrzne tworzących go gmachów są pokryte malowidłami w postaci kwiatów i palm wyglądających jak dekoracja teatralna. Jak podawała ludność miejscowa przedstawicielom P.C.K., na terenie dziedzińca niemieccy zbrodniarze urządzali sobie widowiska w stylu Nerona. Siedząc przy nakrytych stolikach, odbywali libacje, w trakcie których wypuszczali więźniów na dziedziniec, szczując psami i strzelając do nich. Ziemia na dziedzińcu jest w wielu miejscach pozapadana, co świadczy, że mogą się tam znajdować wielkie ilości zwłok. […] ».

Świadek Ewa Królikiewicz, żołnierz wywiadu AK, zeznała:
« […] W listopadzie 1943 około godz. 7:30 rano widziałam jak czterech lub pięciu SS-manów z obozu «Gęsiówka» prowadziło ulicą Smoczą na Nowolipki grupę więźniów żydowskich z obozu «Gęsiówka» w ilości ok. 10-15 osób. Więźniowie odznaczali się od innych przechodniów, gdyż ubrani byli w pasiaki i rzucali się w oczy. Doprowadzeni na plac na Nowolipiu więźniowie ci przygotowali stosy z drzewa z rozbiórki ze zburzonych domów. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęto na plac zwozić ciężarową « budą » więźniów z Pawiaka. « Budą » tą dowożono każdorazowo po 50-60  więźniów, mężczyzn. Na placu poza SS-manami z obozu «Gęsiówka» znajdowali się już SS-mani, którzy przybyli na egzekucję z zewnątrz [byli to prawdopodobnie policjanci z III/SS-Polizei Regiment 23]. Każdy dowieziony transport 50-60 więźniów ustawiano szeregiem i funkcjonariusze SS-mani i razem z nimi SS-mani z obozu «Gęsiówka» rozstrzeliwali tych więźniów z karabinów maszynowych. Tego dnia « buda » ciężarowa obróciła około 10 razy i kolejno więźniów z każdego transportu w powyższy sposób rozstrzelano. W sumie rozstrzelano wtedy około 500-600 Polaków z Pawiaka. Po rozstrzelaniu dowiezionych « budą » więźniów z Pawiaka […] doprowadzeni więźniowie Żydzi z obozu «Gęsiówka» powrzucali ciała zamordowanych na przygotowane wcześniej stosy z drzewa, które obkładano nową warstwą drzewa i rzucano na nie zwłoki dalszych świeżo zastrzelonych więźniów. Po rozstrzelaniu całego transportu […] SS-mani, którzy przybyli na egzekucję z zewnątrz, rozjechali się. Na miejscu egzekucji pozostali tylko SS-mani z obozu «Gęsiówka», na rozkaz których więźniowie Żydzi z obozu «Gęsiówka» polali te stosy trupów benzyną i podpalili je. W czasie palenia się stosów zwłok widziałam, jak SS-mani z obozu «Gęsiówka» zastrzelili na końcu więźniów Żydów z obozu «Gęsiówka», których doprowadzili do układania stosów. Więźniowie ci próbowali uciekać i kryć się. Wyłapano ich krzyczących i bezbronnych i zastrzelono. Zwłoki zastrzelonych […] SS-mani sami osobiście już powrzucali na palące się stosy, po czym powrócili już bez więźniów przez ulicę Smoczą.
[…] Czterokrotnie widziałam sama, że przy wywożeniu na egzekucję więźniów z Pawiaka uczestniczył osobiście Hahn. Przyjeżdżał on 2 czarnymi wozami z kilkoma funkcjonariuszami Gestapo. Pamiętam, że Hahn był średniego wzrostu, krępy i chodził w czarnym skórzanym płaszczu. Osobisty udział Hahna w transportach na egzekucje potwierdził gestapowiec Szulc [Schultz] z Pawiaka, który po pijanemu wygadywał, że «jutro będzie lepsza zabawa, bo przyjedzie sam Hahn». Na placu na Nowolipiu byli rozstrzeliwaniu również więźniowie z al. Szucha w Warszawie. Tych więźniów przywożono na Nowolipie samochodami osobowymi, po kilka osób jednorazowo. Wśród takich więźniów były również kobiety. W okresie od stycznia do czerwca 1944 dowieziono i stracono takich małych transportów ponad 20. Więźniowie z al. Szucha konwojowani byli przez funkcjonariuszy Gestapo z al. Szucha i przez nich na Nowolipiu osobiście rozstrzeliwani strzałami z ręcznej broni krótkiej w tył głowy […] ».

KL Warschau