Kto palił Polaków na stosach całopalnych w czasie II wojny światowej ?

Z ustaleniem pochodzenia osobników palących Polaków na stosach całopalnych w czasie II wojny światowej nie miałem zbyt dużego problemu ponieważ judeo-sataniści sami się do tego przyznają. Wszyscy byli żydami !

PIC_0358At Auschwitz, Treblinka, Birkenau, Bełżec, Chełmno, and Sobibór the Nazis established the Sonderkommando, groups of Jewish male prisoners picked for their youth and relative good health whose job was to dispose of corpses from the gas chambers or crematoria.
https://www.jewishvirtuallibrary.org/jsource/Holocaust/Sonderkommando.html

PIC_0359The Sonderkommando or (« Special Command Units’) were Jewish prisoners who were forced to work in the death camps at the grisly task of burning of the corpses of those already murdered by the Nazi’s.
http://www.holocaustresearchproject.org/revolt/sonderevolt.html
Zrobiłem fotki tych publikacji aby czasami nie zniknęły z internetu.

stos ofiarny I-001

Jednak w prawie karnym przyznanie się do winy nie oznacza, iż osobnik zostanie ukarany. Strona wnosząca oskarżenie jest zobligowana do przedstawienia dowodów winy co też czynię i korzystam z oświadczenia zbiegłego członka Sonnderkomanda niejakiego Henryka Mandelbauma, który upublicznił swoją wiedzę w filmie „Byłem w Sonderkommando” z 1991 roku,
„ Pracowałem w Sonderkommando. Straszne były początki. Wybierali zdrowych, mocnych chłopaków, bo to była praca ciężka, mozolna była praca. Taki co przesiedział tutaj przykładowo rok czy pół roku, to on był wycieńczony, to on nie był zdolny do takiej pracy ciężkiej. Tu jedna gra była – śmierć. Tu nie było tak, żeby więzień myślał, myślał o wolności, z tego piekła jak się stąd wydostać, ale stąd się wydostać… Popatrzeć tak dookoła. Te same posterunki, te same druty kolczaste, nabite prądem… To stąd się nikt nie mógł wydostać (…)”
Stojąc w ruinach krematorium opowiadał ekipie o tym co widział i czego był uczestnikiem.
„ Człowiek przyjeżdża po tygodniu w tych wagonach. Z wagonów go wydostawają, czyli przyjechał na miejsce na miejsce tej niby pracy, tej obiecywanej. Każdy w dobrej wierze wysiadł, szedł, ale to zmęczenie… no mówię tak jak ja to widziałem. To tragicznie to wyglądało, bo ja to wiedziałem w czym jest sedno sprawy, ze ci ludzie idą normalnie na śmierć. Tędy schodzili tymi schodkami. Rozbieralnia się mieściła całkiem wzdłuż. Po bokach były wieszaki(…) ci co przyjeżdżali mieli pójść do łaźni. Nic się nikt nie wstydził, to było wszystko zmęczone, z drogi i tam myśleli o wstydzie. Ja tego nie zauważyłem. Po rozebraniu się udawali się, tam są po prawej stronie, dwie komory gazowe. Gdy się tam ta komora zapełniała, ludzie się zorientowali, no i zrobił się taki maleńki niby szum no i chcieli z powrotem wycofać się. Ale nie dało rady, bo obsługa esesmanów tymi kijami, na chama jak to się mówi, wcisła ich z powrotem. Hermetyczne zamknięcie było tak jak w chłodniach, no i drzwi zamkli, a od góry tam puścili, w zależności od tego ile było w tej komorze ludzi, to jedną puszkę, dwie puszki tych gazów. Tego cyklonu(…) no i tak gdzieś po piętnastu – dwudziestu minutach już byli gotowi, zagazowani. Nie jeden krzyczał, ale to nic nie pomagało i nic nie pomogło, a my byliśmy bezradni, bo nie mogliśmy udzielić żadnej pomocy, żadnego powiadomienia, bo i tak by to nic nie dało, bo by nas też skasowali. Pomimo tego, że co pewien czas pracownicy Sonderkommando byli traceni…
Otwierało się drzwi, żeby ten gaz się trochę ulotnił, bo to bez masek bez niczego. I kiedy ten gaz się trochę ulotnił to się wyciągało. To jest tragedia. Jeżeli człowiek widział to, a zdawałem sobie sprawę, że mnie też to czeka. Nie było powrotu. Tu ludzie stali, tak jak weszli, to na stojąco umierali. Tu rodziny wchodziły, tu był ścisk.(…) Wszystko było. Proszę sobie wyobrazić same obrączki, pierścionki, kolczyki. Teraz mostki złote, korony. Kobiety to miały w pochwach ukryte, nie raz i uchu było, pod pachwiną w chusteczce, w dziurce w nosie. To nic nie zdawało, bo to wszystko tu zostawało.”
Henryk Mandelbaum po przejściu kilkunastu kroków wszedł się na betonową platformę, która była podłogą krematorium dalej opowiadając:
„ Ta winda się mieściła tu w tym miejscu ( windą transportowano zwłoki z piwnicy gdzie mieściły się komory gazowe na parter wprost do krematoriów. przyp. aut.),o tu jest beton. Ten beton jak widać nie jest równy tylko taki do środka ( wklęsły. Przyp. aut.) po tym betonie polewało się wodą i ciągło się tych nieboszczyków, we dwójkę, od windy do paleniska. (…) Palenie odbywało się w ten sposób, że nieboszczyka dawało się na taka patelnię, była rolka, stawiało się tą patelnię na rolkę. W dwóch się wsuwało, a trzeci miał taki miał takie rozwidlenie w rodzaju widelca, wsadzał pomiędzy krocza i popychał do tego pieca. No w zależności od tęgości tych zagazowanych ile tam w takim piecu spaleniskowym się mieściło? Pięciu, sześciu, czterech. Zależy od tęgości. Były to już krematoria nowoczesne, bo z tyłu miały agregaty, które podsycały powietrze, żeby ciało szybciej się spalało(…)
Wzięli się na sposób szybszego spalenia właśnie na stosy. Palenie w dołach. Był zrobiony dół długości dziesięciu do piętnastu metrów, głębokości półtora do dwóch i po zagazowaniu rzucało się ludzi na ogień.
Każdy to robił, bo wiedział co go czeka, a jeszcze ta iskierka była, może ta wolność przyjdzie, że ktoś nas tu ocali. Okazało się, że myśmy tak pracowali i nikt nas nie ocalił. Pamiętam raz tylko taka eskadra samolotów okrążyła ten cały obóz, myśmy się cieszyli, że może przyjdzie to wyzwolenie od tej haniebnej pracy, zabrali pojechali, a my dalej pracowali(…)
Gdy już zaczęli nas ewakuować, ja już miałem plan. Przygotowałem sobie ubranie pod spodem(pod pasiakiem. przyp. aut.). No i w czasie transportu, było to w Pszczynie, godzina tak druga, po drugiej. Poczułem tą wolność i mówię, że ja już chyba dalej nie pójdę. No i sukcesywnie w szeregu jak my maszerowali, najprzód ja spodnie odpiąłem. I w szeregu podniosłem nogę jedną, drugą, spodnie zostały. Dali maszerowali. Później kurtkę raz, drugą stronę. Kurtka mi zjechała z rąk. Ja dali maszerowałem. I upolowałem kiedy esesmani napędzali. „Prędko, prędko” – „Schnell, schnell”, a ja zrobiłem trzy kroki do tyłu i stanąłem pomiędzy patrzącymi, koledzy odeszli. A ja wprawo odbiłem, pamiętam przez takie tory i był taki lej widocznie z jakiejś bomby, przykucnąłem, aż się szaro zrobi. Szaro się zrobiło i teraz przeszedłem przez jezdnię z powrotem, pod górkę. Do gospodarza trafiłem i zapukałem. Otwiera mi i pyta się czego ja chcę. Mówię, że chcę trochę wody poprosić, a on mówi proszę poczekać. Za chwilę mnie woła: proszę niech pan pozwoli i prowadzi mnie. W kuchni siedzą dwie koleżanki i dwóch kolegów, też z obozu, przy kolacji. Zaczęliśmy się ściskać całować z radości.(…) no i u tego gospodarza przenocowałem i w moje strony, do Sosnowca.”

Jest to tylko fragment wspomnień Henryka Mandelbauma ale jakże istotny dla sprawy całopaleń. Wspomina on o tzw. widelcu celowo zatajając prawdę o całopaleniu ponieważ taki widelec znajdujemy jako narzędzie rytualne w czasach obecnych podczas składania ofiar dla ich boga. Taka forma widelca nie tylko jest symbolem judeo-satanistów z Ukrainy ale od zawsze diabeł posługiwał takim trójzębnym widelcem co można dostrzec na bogatej ikonografii.

Całopalenie w Izraelu

Całopalenie w Izraelu

Muszę przypomnieć, iż tak samo jak w przypadku mordu rytualnego w Katyniu trwającego równo 40 dni i 7 Niedziel wszystkie czynności wykonywali żydzi tak samo w składaniu ofiar z ludzi w czasie II wojny światowej tę czynność wykonywali również żydzi z uwagi na bezwzględne uwarunkowania religijne związane zarówno z mordem rytualnym jak i całopaleniem czyli składaniu ofiar dla ich boga bo przecież goje uznawane przez Talmud za zwierzęta nie mogą brać czynnego udziału w obrzędach religijnych.

Jestem zobligowany przedstawić inny dowód o żydach palących Polaków na stosach w postaci autobiografii niejakiego Rudolfa Hoessa. Dowód ten potwierdza makabryczne uzasadnienie tezy o całopaleniu i wykonywanych czynności religijnych. Jak pisał były komendant- zadziwiała go gorliwość z jaką ci ludzie wykonywali swoje obowiązki. Oni doskonale wiedzieli co czeka tych ludzi, których prowadzili do gazu. Co więcej,zdawali sobie również sprawę, że ich czeka ten sam los. Tymczasem nie zdarzało się, by ostrzegali idących do gazu. Wręcz przeciwnie-bardzo przekonywająco zachęcali ich, by wchodzili do « łaźni » i poddawali się odwszawianiu. Podobnie po wszystkim z dziwnym otępieniem wyrywali zamordowanym złote zęby,przenosili i palili ciała, podtrzymywali ogień, rozgrzebywali zwłoki. Często wykonując te wszystkie czynności jednocześnie jedli. Hoess wspomina przypadek pewnego żyda, który rozpoznał wśród zwłok swoją żonę. Stanął ów żyd jak wryty, ale tylko na moment. Po chwili powrócił do zwykłych czynności, a po pewnym czasie Hoess widział go jak gdyby nigdy nic konsumował posiłek.”
Tak o Sonderkommando pisał Hoess. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_H%C3%B6%C3%9F

Po wojnie odnaleziono na terenie obozu w Brzezince kilka rękopisów , napisanych przez członków Sonderkomanndo, naocznych świadków całopaleń. Rękopisy te zostały zakopane na terenie krematorium II I III w Brzezince. Znalezione pisma opublikowano w Zeszytach Oświęcimskich
Można zapoznać się z notatkami żyda Załmena Gradowskiego, który pracował w Sonderkomando przez 17 miesięcy i pisał notatki odnośnie wszystkiego, co przeżył i widział. Notatki te zostały ukryte w pobliżu krematoriów, część odnaleziono po wojnie i opublikowano. Inni członkowie Sonderkommando o jednoznacznych nazwiskach jak Lejb Langfus, Załmen Lewental, Chaim Herman również parali się tajną profesją pisarzy obozowych.

Piaśnica

Należy zauważyć, iż agresorzy czyli judeo-sataniści z Niemiec i Rosji od samego początku rozpoczęli ludobójstwo religijne na Polakach. Najlepszym takim dowodem jest Piaśnica gdzie nawet wzniesiono ołtarz symbolizujący całopalenie. Jednak ich metody religijnego dewiactwa różniły się od siebie znacząco. Judeo-sataniści z Rosji lubowali się w masowych mordach rytualnych pozyskując ogromne ilości krwi aby mieszać ją z macą rozdawaną następnie żołnierzom. Natomiast judeo-sataniści z Niemiec byli owładnięci składaniem ofiar całopalnych do tego stopnia, że potrafili odkopywać już zabitych aby ich złożyć jako ofiarę na ołtarzu całopalnym.
Na terenie Warszawy działało Sonnderkomando złożone stricte z żydów, a którym Polacy z Batalionu „Zośka” w dniu 05 sierpnia 1944 roku udzielili pomocy nie wiedząc tak naprawdę jakie jest uzasadnienie religijne dokonywanych całopaleń na terenie Warszawy jak i całej Polski. Ich ziomale w wierze już po zakończonej wojnie większość żołnierzy Armii Krajowej likwidowali lub niszczyli pozostawiając niekolaborujących na marginesie społecznym w Polsce.