Czas zmienić ustrój sądownictwa i karać sędziów

W dniu 9 marca 2016 roku miało miejsce tragiczne wydarzenie w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu.

Po ogłoszeniu wyroku na zakończenie rozprawy apelacyjnej o rozwód (sygn. akt  I A Ca 178/16), pozwany pan S. P. w proteście przeciwko orzeczeniu oblał się cieczą łatwopalną i podpalił. Płonąc wybiegł z sali sądowej i został na korytarzu ugaszony przez pracownika sądu przy pomocy gaśnicy, co być może uratowało mu życie. Poparzonego przewieziono do Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu
Evil-Spirit-001
Jak podawał „Głos Wlkp.” w artykule internetowym z dnia 10 marca, rzecznik szpitala, pan Stanisław Rusek informował o „ciężkim stanie pacjenta, poparzeniach ok. 50 % powierzchni ciała na granicy drugiego i trzeciego stopnia”. W dniu 14 marca szpital odmówił kolejnych informacji o stanie zdrowia poparzonego, wskazując jako przyczynę dramatyczną prośbę rodziny, aby wstrzymać informowanie prasy. Wiadomo tylko tyle, że pacjent przebywa nadal w Pododdziale Poparzeń szpitala.
Podczas rozprawy sądowej z tak tragicznym finałem Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpoznawał apelację S.P. od wyroku Sądu Okręgowego w Zielonej Górze, którym rozwiązano małżeństwo stron z ustaleniem winy pozwanego i orzeczono o obowiązku alimentacyjnym  Wyrok w Zielonej Górze zapadł w składzie: Przewodniczący SSO Zbigniew Woźniak i ławnicy: Andrzej Przywecki oraz Alicja Wańkowicz- Kotlarska.
Pozwany w apelacji domagał się rozwiązania małżeństwa z winy obu stron, obniżenia świadczeń alimentacyjnych i korekt w odniesieniu do ustalonych kontaktów z dzieckiem. Sąd Apelacyjny w Poznaniu  zmienił wyrok w odniesieniu do alimentów na rzecz małoletniego dziecka przez ich obniżenie, a w pozostałej części apelację pozwanego oddalił. Wyrok zapadł w składzie trzech sędziów zawodowych: przewodniczący i sprawozdawca Piotr Górecki, Roman Stachowiak (były prezes Sądu Apelacyjnego, obecnie wizytator Sądu do spraw gospodarczych) oraz Danuta Silska.
Zapytałam rzeczniczki prasowe obu sądów o  to, jakie czynności wyjaśniające przeprowadzą kierownictwa sądów w związku z przygnębiającym zakończeniem procesu rozwodowego państwa P., w szczególności, czy przedmiotem zainteresowania władz sądu będzie ocena zgodności z prawem procesowym i rzetelności wyrokowania podczas rozpraw .
Sędzia Diana Książek-Pęciak z Sądu Okręgowego w Zielonej Górze odpowiedziała, iż zdarzenie samopodpalenia się pozwanego nie miało miejsca na terenie budynku ich sądu, a okoliczności objęte pytaniem o rzetelność wyrokowania mogą być jedynie  przedmiotem apelacji.
Z kolei SSA Elżbieta Fijałkowska, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Poznaniu,  poinformowała, iż: „po wydarzeniu pomocą psychologiczną objęte zostały wszystkie osoby potrzebujące pomocy, prezes i dyrektor Sądu wyjaśniali okoliczności samego zajścia, także w odniesieniu do problemu, czy dochowane zostały wszystkie zasady dotyczące bezpieczeństwa pracowników sądu oraz interesantów”, natomiast „przedmiotem zainteresowania władz sądu nie jest zgodność z prawem procesowym i rzetelność wyrokowania podczas rozprawy”.
A zatem, nikt nie będzie wyjaśniał, czy Sąd wydał trafne, rzetelne orzeczenie, co było – jak się wydaje – głównym celem protestu pana S.P.
Moim zdaniem, to bardzo niedobrze. Nie może być tak, że treść wydawanych wyroków i ich odbiór przez podsądnych i opinię publiczną nie jest co do zasady interesująca  dla prezesów sądów, ich kolegiów, rzeczników dyscyplinarnych, etc., nawet wówczas, gdy strona procesu protestuje przeciwko decyzjom sędziów tak radykalnie, jak S.P., ryzykując życie lub co najmniej ciężki rozstrój zdrowia. Zwraca uwagę, że pozwany odwoływał się od orzeczenia przypisującego mu wyłączną winę za rozpad małżeństwa oraz w sprawie zasądzonych kontaktów z dzieckiem – można domniemywać, że jego zdaniem niewystarczających.
Abstrahując od realiów tej konkretnej sprawy, które nie są znane z uwagi na tajność postępowania i trudno je definitywnie oceniać – poza wielkim poczuciem krzywdy pozwanego – trzeba podkreślić, że orzeczenia sądowe w sprawach rozwodowych budzą protesty tysięcy ojców w Polsce. Organizują się oni nawet w specjalne stowarzyszenia w celu obrony ich praw i praw ich dzieci do opieki ze strony obojga rodziców. Nadal jednak ustawicznie zapadają wyroki, w których być może tylko niefrasobliwie lub niekompetentnie, ale nierzadko też i tendencyjnie, orzeka się niesłusznie o wyłącznej winie pozwanych mężów, gdy  oczywistym dążeniem powódek jest uzyskanie rozwodu na przykład tylko w celu przejęcia znacznej części wspólnego majątku oraz opieki nad dzieckiem. To drugie głównie po to, aby zagwarantować matce stały dochód w postaci wysokich alimentów „na dziecko”. Działania tego rodzaju intensywnie wspierają organizacje feministyczne i delegowane przez nich adwokatki, broniące kobiet przed rzekomą „męską przemocą”. Sprzyja to narastającej ciągle fali rozwodów.
Nie jestem zaskoczona postawą Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. W składzie orzekającym podczas tragicznej rozprawy apelacyjnej był – jak już wspomniałam – SSA Roman Stachowiak, były prezes tego sądu. Znany jest mi on z tak kuriozalnych postanowień, jak w sprawie I ACz  750/12, gdzie orzeczono o prawomocnym zabezpieczeniu roszczenia alimentacyjnego w wysokości 700 zł miesięcznie na dziecko od poważnie chorego i pozbawionego źródeł dochodu pozwanego (będącego przez kilkanaście lat ofiarą rażąco błędnie działającego wymiaru sprawiedliwości), wyrzuconego przez powódkę z własnego domu. Powódka czerpała w tym czasie wysokie dochody z wynajmu nieruchomości należących do pozwanego, ale Sąd „uwierzył” jej słowom, że udostępniała lokale „nieodpłatnie”. Ta sama powódka w swoich pismach procesowych powoływała się na znajomości z niewymienionymi z nazwiska prokuratorami i sędziami, o których zapowiadała, że powoła ich na świadków. To także nie zostało w żaden sposób wyjaśnione przez skład orzekający z udziałem sędziego R. Stachowiaka. No cóż, wypada się zgodzić z opiniami, że nie jesteśmy krajem demokratycznym, skoro ważny polski sąd szczebla apelacyjnego nie jest zainteresowany badaniem okoliczności, które stanowią (lub mogą stanowić) naruszenie bezstronności lub niezawisłości sędziowskiej.
Obecnym Prezesem Sądu Apelacyjnego w Poznaniu jest SSA Krzysztof Józefowicz, który był wiceministrem sprawiedliwości w latach 2005-2007, gdy funkcję szefa resortu pełnił Zbigniew Ziobro. Sędzia ten, z tego co jest mi wiadomo, nie sprzyjał rzetelnemu rozpatrywaniu skarg podsądnych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Chyba tylko markował takie działania przed Ministrem Ziobro. Osobiście oczekuję szybkiego odwołania sędziego Józefowicza z funkcji Prezesa Sądu Apelacyjnego.
PS. Jak się dzisiaj dowiedziałam, sędzia Piotr Górecki, sprawozdawca i przewodniczący w tragicznym procesie w dniu 9 marca 2016 roku, gdzie płonął podsądny pan S.P., już – jak się wydaje – otrząsnął się z przykrych emocji.  W dniu dzisiejszym był sprawozdawcą i przewodniczącym na posiedzeniu, podczas którego rozstrzygano, czy dziesięcioletni okres prowadzenia sprawy cywilnej o odszkodowanie od Skarbu Państwa jest okresem przewlekłym (sygn. SK 16/16). Mimo, że w tym czasie na 5 lat zaginęły akta sądowe w Sądzie Okręgowym w Poznaniu (sygn. I C 1275/08) i należało je odtwarzać, co trwało zresztą 7 miesięcy (sic!), a potem przez kolejne 2 lata tylko pozorowano rozpatrywanie sprawy, orzeczono, że przewlekłość nie miała miejsca. Może warto jeszcze dodać, że sędzia Piotr Górecki był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa od 18 marca 2002 r. do 18 marca 2006 r., a w okresie od 4 marca 2004 r. do 18 marca 2006 r. nawet Wiceprzewodniczącym KRS.
Po polsku sprawę należałoby być może posumować w ten sposób: „Jaki pan (dom. jaka KRS), taki kram”, a po łacinie:  „Nemo iudex idoneus in propria causa” (nikt nie jest odpowiednim sędzią we własnej sprawie).
Zacznijmy stanowczo osądzać sprawiedliwość sędziów. Korporacja sędziowska powołuje zbyt wielu sędziów, którzy nie są w stanie orzekać w sposób sprawiedliwy, bezstronny, przewidywalny. Czas zmienić ustrój sądownictwa.
Rebeliantka
« Obywatelska » , Nr 110, 18-31 marca 2016, str. 12