Nie ma już cywilizacji łacińskiej

Błędne pojmowanie rzeczy oczywistych zawdzięczamy judeo-satanistom z uwagi na ich doktrynę odwróconej symboliki. Gdy wszystko było uporządkowane według czasu Boga zjawili się judeo-sataniści, którzy zaczęli określać fałszywie czas według księżyca, a nie słońca. Polacy Słowianie prawidłowo określają dobę od wschodu do wschodu słońca, natomiast  doba u Żydów trwa od zachodu do zachodu słońca.

W wyniku wprowadzenia na świecie doktryny Banku Centralnego gdzie każde państwo jest zadłużone u żydów to oni dyktują obecnie podstawy prawne funkcjonowania poszczególnych państw.

Taki stan rzeczy spowodował, iż tzw. cywilizacja łacińska zakończyła swój byt za moich czasów i w to miejsce powstała zbrodnicza cywilizacja Mosaismu, która stwarza de facto doktrynę apartheidu religijnego gdzie Chrześcijanie lub Muzułmanie są jedynie elementami towarzyszącymi Judaizmowi.

Kościół wyzbył się symbolu Krzyża wprowadzając menorę jako symbol religijny. Oczywiście zmiany te są rozłożone w czasie tak aby jedno pokolenie nie mogło się zorientować, iż są oni już niewolnikami lub po prostu bydłem wg. Talmudu.

JP II

No tak ale co ma czas solarny do lunarnego lub do Banku Centralnego ? Otóż czas określa funkcjonowanie i życie społeczeństw. Gdy przestawimy ten Boży zegar to przestawiamy wszystko co nas otacza i święto które ma być świętem już nim nie jest, ponieważ niedzielę możemy obchodzić we wtorek nawet o tym nie wiedząc. Tak też jest z bankami centralnymi, które wspierają funkcjonowanie banków na danym obszarze prawnym nie posiadając odpowiednich funduszy na realizację swych zadań. Wszystko realizowane jest na zasadzie kumulacji oprocentowania, które i tak jest fikcyjne ponieważ nie ma zabezpieczenia np. w złocie czy innym umownym czynniku materialnym.

Wiele osób używa np. pojęć pożyczka albo kredyt zamiennie tylko dlatego że ich wiedza została utrwalona na zasadzie fałszywego zaufania do banku. Choć oba terminy wiążą się z pożyczeniem gotówki, kredyt i pożyczka funkcjonują na zupełnie innych zasadach.  Umowa pożyczki uregulowana jest w Kodeksie cywilnym, natomiast umowa kredytu realizowana jest w oparciu o przepisy prawa bankowego.

Podobnie jest z czasem i modlitwą. Jednak wielu powie, iż modlić można się zawsze, wszędzie i o każdej porze. No tak jest to tzw. instynkt zwierzęcy czyli sex w wielkim mieście i wielu tak postępuje. Skoro dano nam czas to korzystajmy z niego właściwie podobnie jak z seksem, ponieważ to nas odróżnia od zwierząt.

Polacy muszą powrócić do normalności czyli równonocy wiosennej i jesiennej oraz przesileń letnich i zimowych jako wskaźników czasu. Fałszywe kalendarze judeo-satanistyczne bazujące na fazach księżyca noszą znamiona celowej dewiacji i deregulacji życia Polaków Słowian.

Big-Benjamin-Netanyahu-001

Najlepszym przykładem niech będzie ustalanie daty Zmartwychwstania Jezusa. Artur Rosłonek opisał  to w sposób przejrzysty. Jej ustalenie to odwieczny problem chrześcijaństwa, do dziś nierozwiązany satysfakcjonujący wszystkich chrześcijan. Nie absorbowałby biskupów, cesarzy, mnichów i uczonych, gdyby znana była data Zmartwychwstania Pańskiego. Niestety, żadne znane źródła jej nie podają.

Pierwsi chrześcijanie – oczekujący rychłego powrotu Zbawiciela – nie przywiązywali wielkiej wagi do dat (wszak listy św. Pawła są niedatowane!). Kiedy po blisko 40-50 latach od Zmartwychwstania zaczęto spisywać pierwsze Ewangelie synoptyczne, nikt już nie potrafił precyzyjnie podać jego daty.

Wiadomo na pewno, że dzień Zmartwychwstania przypadł w niedzielę po żydowskim święcie Pesach (Pascha). Wszyscy ewangeliści są zgodni, że Chrystusa ukrzyżowano w piątek (Mt 27,62; Mk 15,42; Łk 23,54; J 19,31) i tak samo zgodnie przyznają, że Zbawiciel zmartwychwstał w niedzielę (Mt 28,1; Mk 16,1; Łk 24,1; J 20,1). Pascha z kolei przypada zawsze 15. dnia miesiąca Nisan (tj. po zachodzie słońca kończącym dzień 14 Nisan) według żydowskiego kalendarza księżycowo-słonecznego, który nie jest jednak zgodny ze słonecznym kalendarzem juliańskim. Może jednak, wiedząc, który to był dzień tygodnia i w jakich latach mogło przypaść zmartwychwstanie Jezusa, udałoby się znaleźć szukaną datę?

Niestety, informacje dotyczące dnia tygodnia, w którym przypadła owa Pascha, są sprzeczne. Co prawda Mateusz, Marek i Łukasz podają, że owego roku dzień Paschy zaczął się wieczorem (doba u Żydów trwa od zachodu do zachodu słońca) w Wielki Czwartek (Mt 26,17; Mk 14,12; Łk 22,7), ale Jan – bardziej wiarygodny w tej materii (jego wersję popiera zdecydowana większość badaczy) – twierdzi, że był to wieczór Wielkiego Piątku (J 13,1; J 18,28). W efekcie mamy więc trzy, cztery lub więcej hipotetycznych dat Wielkanocy. Najbardziej prawdopodobna teoria datuje ukrzyżowanie Jezusa na 7 kwietnia 30 roku, a zmartwychwstanie na ranek 9 kwietnia 30 roku.

Kwintodecymanci kontra Kwartodecymanci

W związku z niemożnością określenia daty Wielkanocy według kalendarza słonecznego chrześcijanie z konieczności powrócili do – zarzuconego na Zachodzie od czasów cezariańskiej reformy w 45 roku p.n.e. – kalendarza luni-solarnego poprzez powiązanie daty Wielkanocy z terminem żydowskiej Paschy. Gdy jednak wyznawcy Chrystusa zapragnęli po raz pierwszy świętować Wielkanoc – miało to miejsce w Rzymie przed 160 rokiem – pojawiło się pytanie, w jaki dokładnie dzień względem Paschy należy świętować zmartwychwstanie Chrystusa? W dodatku w związku z pragnieniem świętowania Wielkanocy w jednym, wspólnym dla wszystkich chrześcijan terminie doszło w tej kwestii do poważnych kontrowersji.

W trakcie tych sporów pod koniec II wieku papież Wiktor I omal nie wyklął biskupa Efezu Polikratesa; nie doszło do tego tylko dzięki mediacji biskupa Ireneusza z Lyonu. Spierano się, czy Zbawiciel został ukrzyżowany 15 czy 14 Nisan. Popierane przez Rzym stronnictwo 15 Nisan – Kwintodecymanci – powoływało się na Ewangelie synoptyczne, natomiast ich adwersarze – Kwartodecymanci – odwoływali się do autorytetu bardzo poważanego na Wschodzie apostoła Jana.

Oprócz tego Kościoły wschodnie – a zwłaszcza te z Azji Mniejszej – ściśle trzymały się daty 14 Nisan, przez co Wielkanoc mogła przypaść w dowolny dzień tygodnia. Chrześcijanie rzymscy i ich zwolennicy z kolei pragnęli obchodzić święto Zmartwychwstania zawsze w niedzielę, więc niezależnie od tego, że uważali za dzień ukrzyżowania 15 Nisan, obchodzili Wielkanoc w pierwszą niedzielę po żydowskim święcie Paschy. Ostatecznie chrześcijanie ze Wschodu nie podporządkowali się poleceniu biskupa Rzymu i pozostali przy swoim zwyczaju aż do IV wieku.

Płonący krzyż

Niespodziewany przełom nastąpił za sprawą cesarza Konstantyna Wielkiego. Władca ten – po ponownym zjednoczeniu rozbitego na dwie części Imperium Rzymskiego – pragnął usankcjonować i wzmocnić swoją władzę, opierając ją na autorytecie religii. A jaka religia mogła lepiej uzasadnić władzę jednego cesarza niż monoteistyczna?

Według legendy Konstantynowi przed bitwą koło mostu Mulwijskiego u północnych wrót Rzymu (27 października 312 roku) ukazał się na niebie płonący krzyż z greckim napisem En toutoi nika – „Pod tym znakiem zwyciężysz”. Ten krzyż kazał Konstantyn natychmiast wymalować na swych sztandarach. Zwycięstwo w bitwie przesądziło o wyborze chrześcijaństwa na religię cesarstwa. Rok później, w roku 313, Konstantyn wydał w Mediolanie edykt przyznający chrześcijanom wolność wyznania i ostatecznie kończący wszelkie prześladowania.

W samym jednak chrześcijaństwie istniało wiele rozbieżności doktrynalnych niedopuszczalnych, gdyby religia ta miała stać się główną religią państwową. Jedną z najważniejszych był problem daty świętowania Wielkanocy. W celu rozstrzygnięcia spornych kwestii Konstantyn zwołał w 325 roku pierwszy sobór powszechny w Nicei w Azji Mniejszej.

Wielkanoc – tylko nie w Paschę

Nie zachowały się żadne oficjalne pisma soboru nicejskiego na temat przyjętych tam zasad ustalania daty Wielkanocy, lecz późniejsza tradycja i źródła pisane z następnych wieków są zgodne, że ustalono tam, iż – zwyczajem zachodnim – Wielkanoc ma być świętowana zawsze w najbliższą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, tj. pełni przypadającej po lub w dniu równonocy wiosennej. Chodzi przy tym nie tyle o pełnię Księżyca w ściśle astronomicznym znaczeniu tego pojęcia (faza Księżyca, w której jego różnica długości ekliptycznej względem Słońca wynosi 180°), ile o pełnię Księżyca w znaczeniu kościelnym, rozumianą jako 14. dzień od pierwszego pojawienia się Księżyca po nowiu. Zdefiniowanie Wielkanocy jako niedzieli po pełni było związane z narastającymi uprzedzeniami chrześcijan do Żydów – większość wiernych nie życzyła sobie świętowania Wielkanocy w ten sam dzień, w którym przypadałaby Pascha (co mogłoby się zdarzyć, gdyby pierwsza wiosenna pełnia przypadła w niedzielę).

Załóżmy, że równonoc przypada 21 marca i że tego dnia jest też pierwsza wiosenna pełnia Księżyca. Jeśli 21 marca wypadnie w niedzielę, to Wielkanoc będzie dopiero w następnym tygodniu, tj. 28 marca, jeśli jednak 21 marca będzie sobota, wtedy Wielkanoc przypadnie już następnego dnia – w niedzielę 22 marca. Może się też zdarzyć, że pełnia Księżyca wypada 20 marca i wtedy pierwsza pełnia Księżyca po równonocy wiosennej ma miejsce dopiero 18 kwietnia. Jeśli będzie to sobota, to Wielkanoc świętujemy następnego dnia – 19 kwietnia, ale jeśli będzie to niedziela, to Wielkanoc przypadnie dopiero w następną niedzielę, tj. 25 kwietnia. Tak więc Wielkanoc można świętować najwcześniej 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia, czyli w 35 różnych terminach.

Równonoc wiosenna

Myli się ten, kto sądzi, że po soborze nicejskim zniknęły rozbieżności w ustalaniu daty Wielkanocy. W Nicei uzgodniono bowiem jedynie jej definicję, a nie sposób ustalania. Jedynymi zresztą, którzy potrafili dokonać odpowiednich obserwacji astronomicznych, byli uczeni z Aleksandrii – ostatniego miejsca w Śródziemnomorzu, w którym płonęło jeszcze światło wiedzy starożytnych, ale i ono już przygasało.

W IV wieku wystarczyło tej wiedzy jeszcze na tyle, by zaobserwować, że od 45 roku p.n.e. – roku wprowadzenia przez Juliusza Cezara kalendarza juliańskiego – data równonocy wiosennej przesunęła się w kalendarzu z 25 marca o kilka dni wstecz, co świadczyło o tym, że rok zwrotnikowy jest krótszy niż rok juliański. W Nicei oszacowano w przybliżeniu ten „dryf” na cztery dni, czyli że równonoc miała przypaść wtedy 21 marca (w rzeczywistości, ponieważ w kalendarzu juliańskim błąd jednej doby narasta co 128 lat, dryf ten w czasach Nicei wynosił około trzech dni). W średniowieczu o dryfie daty równonocy wiosennej w kalendarzu zapomniano.

Gdyby Wielkanoc była przypisana do stałej daty w kalendarzu juliańskim, to pewnie zjawiskiem tym przejmowano by się mało albo wcale. Wszak Boże Narodzenie po dziś dzień jest obchodzone 25 grudnia, gdyż starożytne Święto Narodzin Niezwyciężonego Słońca (zaadaptowane przez chrześcijaństwo) w 45 roku p.n.e. przypadało właśnie w czasie przesilenia zimowego. W przypadku Wielkanocy istniał jednak wyraźny nakaz soborowy wiążący datę tego święta z równonocą wiosenną oraz konkretną fazą Księżyca.

Niezależnie od problemów z datą równonocy wiosennej napotykano również problemy z przewidywaniem dat faz Księżyca, nic więc dziwnego, że jeszcze kilkadziesiąt lat po soborze nicejskim istniały rozbieżności w terminie obchodzenia świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Jak podaje św. Augustyn, zdarzały się takie lata jak rok 387, kiedy to Rzymianie świętowali Wielkanoc 18 kwietnia, Aleksandryjczycy – 25 kwietnia, a istniejące w Galii (mimo potępienia w Nicei) kościoły ariańskie – 21 marca! Palącą potrzebą stało się więc opracowanie jednego – wspólnego dla całego Kościoła – zestawienia dat świąt wielkanocnych w najbliższych latach. Jedynym, który dysponował wtedy odpowiednimi tabelami wielkanocnymi, był Kościół aleksandryjski.

W celu znalezienia odpowiedniej daty Aleksandryjczycy obliczali początkowo fazy Księżyca na podstawie zaproponowanego przez biskupa Aleksandrii św. Dionizjusza ośmioletniego cyklu luni-solarnego zwanego octaëteris. Jednakże już około roku 277 biskup Laodycei Anatoliusz zaczął posługiwać się w tym celu 19-letnim cyklem Metona, który – jako dokładniejszy – został szybko zaakceptowany w Aleksandrii.

Pierwsze znane tablice z datami Wielkanocy opracował biskup Aleksandrii św. Teofil (zestawił daty dla lat 380-480) oraz jego następca – św. Cyryl (tablice dla lat 437-531). Kościół rzymski pragnął jednak uniezależnić się w kwestii obliczania daty Wielkanocy od Wschodu. Wkrótce więc, około roku 463, biskup Wiktoriusz z Akwitanii opracował na polecenie papieża Hilarego nowatorską metodę obliczania faz Księżyca opartą na odkryciu, że co 532 lata poszczególne fazy Księżyca przypadają w te same dni roku i w te same dni tygodnia co pół milenium wcześniej. Ów cykl był po prostu kombinacją 19-letniego cyklu Metona z 28-letnim cyklem słonecznym, w którym co 28 lat juliańskich poszczególne daty wypadają zawsze w ten sam dzień tygodnia.

Dionizjusz Mały i Beda Czcigodny

Kilkadziesiąt lat później, w roku 525, mieszkający w Rzymie opat scytyjski Dionizjusz Mały otrzymał od papieża Jana I polecenie obliczenia dat Wielkanocy w najbliższych latach i uaktualnił tabele paschalne św. Cyryla o kolejne 96 lat, tj. 532-627. Natomiast w roku 562 jego uczeń Kasjador wyłożył zasady obliczania daty Wielkanocy w podręczniku „Computus Paschalis”, który znalazł się wkrótce w większości ważniejszych bibliotek klasztornych i biskupich i był powszechnie używany przez całe średniowiecze. W ten to sposób pod koniec VIII wieku zniknęły na Zachodzie ostatnie regionalne rozbieżności w datowaniu Wielkanocy; powróciły dopiero po gregoriańskiej reformie kalendarza w roku 1582.

Inny mnich – Beda Czcigodny, benedyktyn z klasztoru Jarrow w Northumbrii – napisał w 725 roku „De temporum ratione” – dzieło, w którym prócz opisu metod rachowania czasu i obliczania dat świąt kościelnych można również znaleźć tablice dat Wielkanocy wyliczone dla lat 532-1063. Beda odkrył bowiem na nowo cykl Wiktoriusza, aczkolwiek przypisał go Dionizjuszowi, na którego kilkakrotnie w swoich rozważaniach i rachunkach się powoływał. (Stąd 532-letni cykl wielkanocny jest nazywany często „cyklem Dionizjusza”).

Beda posunął się jednak dalej w swoich badaniach i jako pierwszy skonfrontował wyniki swoich obliczeń z rzeczywistością. Posłużył się w tym celu specjalnie wykonanym zegarem słonecznym. Obserwował codziennie długość cienia rzucanego przez pręt zegara i w marcu 730 roku ze zdumieniem zauważył, że równonoc wiosenna wcale nie przypadła w dniu, w którym się jej spodziewał. Nie był to bowiem ani 25 marca, jak przyjmowano na Zachodzie, ani 21 marca, jak uznawano na Wschodzie i jak ustalono w Nicei – ale 19 marca!

Beda uznałby może te obserwacje za błędne – bo i instrument pomiarowy był niedokładny, i cień pręta w mglistej i pochmurnej Northumbrii nie zawsze wyraźny – gdyby nie to, że obserwowane przez niego fazy Księżyca również rozmijały się z obliczeniami o jeden, a czasami nawet o dwa dni (wskutek kumulacji błędów z cyklu Metona). Nie ulegało więc wątpliwości, że ludzka rachuba czasu, nad którą pieczę sprawował Kościół, rozmijała się, przynajmniej częściowo, z czasem opartym na ruchu ciał niebieskich, odmierzających – jak się wtedy wydawało – niezmienny czas dany przez Boga! Jednak na pytanie, skąd się te rozbieżności wzięły, nikt w tamtych czasach w Europie nie potrafił odpowiedzieć.

Rozbieżności w kalendarzu

Trzysta lat po Bedzie na pomysł skonfrontowania obliczeń z obserwacjami wpadł Herman Kulawy – mnich z klasztoru na wyspie Reichenau na Jeziorze Bodeńskim. W roku 1042, posługując się zegarem słonecznym oraz astrolabium, dokonał odpowiednich obserwacji i również zauważył, że obliczenia nie zgadzają się z rzeczywistością. Wynikający stąd wniosek, że święta kościelne są obchodzone w niewłaściwych terminach, był dla niego wielkim wstrząsem.

Ponad stulecie później, w roku 1171, Reiner z Paderborn w swoim dziele „Computus emendatus”, odwołując się do najbardziej wtedy zaawansowanej na świecie matematyki indyjsko-arabskiej, dowodził, że 19-letni cykl Metona rozbiega się z kalendarzem słonecznym. Oszacował jego opóźnienie względem kalendarza juliańskiego na jedną dobę w ciągu 315 lat. Gdy z kolei w roku 1200 Konrad ze Strasburga oznajmił, że równonoc wiosenna od czasów Cezara wyprzedziła kalendarz o dziesięć dni i przypada teraz 15 marca, nikt z ludzi światłych nie wątpił w niezgodność kalendarza z naturą.

Najdalej posunął się franciszkański uczony z Oksfordu Roger Bacon, który w swoim dziele „Opus maius” z roku 1267 stwierdził, że jest niedopuszczalne, by czas określany przez Kościół był sprzeczny z czasem naturalnym będącym czasem Boga i że w związku z tym z reformą kalendarza nie można zwlekać. Jego naprawa jest bowiem zarówno prawem, jak i obowiązkiem Kościoła. Reforma doszła do skutku dopiero w XVI wieku.

Nycz menora II