MOSAISM czyli przysłowiowe ‘kuku na muniu’

 

Kolejny tekst i mam nadzieje, że w ramach nie komercyjnego rozpowszechniania informacji Marek Głogoczowski nie zażąda kilku tysięcy dolarów jak to się wydarzyło wczoraj gdy nieznany autor udostępniając darmowo informację co sam potwierdził w komentarzu usiłował wyłudzić sporą sumę pieniędzy popełniając przy tym przestępstwo z art. 212 k.k. Publikacja dotyczyła oczywiście dzieci szatana /Ew. Św. Jana 8: 44/ i nosi tytuł Kompendium wiedzy – biznes holocaustu.

Jest ona na tyle ciekawa że zawarte tam informacje jednoznacznie wskazują na charakter fałszu intelektualnego zawartego w tzw. biznesie holocaustu i jego dzikiej obrony poprzez szkalowanie innych, a podobne publikacje mają wykazać, iż są tzw. « dobrzy » żydzi tylko jest jeden zły i w dodatku jest premierem, co autor manifestuje m.in. przez wielokrotne wywyższanie ambasador tego ludobójczego państewka nazywając ją « panią » oraz usiłuje wcisnąć tezę jakoby ambasador zmuszono do interwencji na terytorium Polski. Ambasador powinna podać się do dymisji, gdy działanie jest wbrew jej woli.

Poniżej już tekst Marka Głogoczowskiego zapraszam.

mosaism

Jest to praca wykonana w ramach CZYNU 1-MAJOWEGO!

HEBRAIZM czyli przysłowiowe ‘kuku na muniu’ elit (oraz mas) Planetarnego „I-First” Imperium

http://markglogg.eu/?p=2201

Marek Głogoczowski, doktor filozofii politycznej

Kilka tygodni temu skompletowałem dość krótki tekst w JĘZYKU PANÓW pod tytułem podobnym do obecnego. Po przeczytaniu go, jeden z moich młodszych kolegów prosił, aby udostępnić ten tekst także w języku polskim. Korzystając z zakończenia się sezonu ski-alpinizmu robię to zatem, w myśl starożytnej zasady repetitio mater studiorum est – o wszystkich sprawach poniżej poruszanych już po wielokroć pisałem, w trzech (z 6) oficjalnych językach UE.

A zatem powtarzam. Otóż już prawie dokładnie dwieście lat temu, francuski przyrodnik Jean Baptiste de Lamarck przewidywał smętny koniec ludzkości, zdominowanej przez rodzącą się wtedy burżuazję „kiedy to nauki się rozprzestrzenią na świecie … one będą naprawdę stracone; na powierzchnię wpłyną fałszywe poglądy i najbardziej absurdalne teorie; kredytem będzie się darzyć i popierać błąd; idee małe staną się dominującymi; konfuzja powstanie wszędzie z wielości rozumowań dziwnych, które się krzyżują i przeczą sobie nawzajem … a prawdy najbardziej ewidentne znikną w ciemności.”

(Przypominam. J. B.Lamarck był przyrodnikiem UNIWERSALNYM, zajmował się nie tylko botaniką i systematyzacją gatunków zwierząt, ale także hydrogeologią, meteorologią, a nawet i „Filozofią zoologiczną”. U podstawy tej bio-filozofii tkwiła obserwacja iż „Organizmy zostały wyposażone w jakąś wewnętrzną siłę, która pozwala im pokonywać przeszkody środowiska i się doskonalić. W ten sposób z najprostszego organizmu w toku ewolucji doszło do powstania człowieka.” – Iva Kalina, 03.10.2017)

Ja sam, będąc z uniwersyteckiego wykształcenia fizykiem (UJ 1965) i geofizykiem (UC Berkeley 1969), tym „znikaniem w ciemnościach prawd najbardziej ewidentnych” zainteresowałem się przy okazji kursu historii nauki, prowadzonego na Uniwersytecie Kalifornijskim, Berkeley przez Rogera Hahna (to on mi powiedział, prawie w sekrecie, iż „biologia to metafizyka!”). A w roku 1979, bezpośrednio po zakończeniu kilkumiesięcznego stypendium w „Laboratoire d’évolution des êtres vivantes” przy Uniwersytecie Paris VII, kierowanym przez propagującego lamarckizm zoologa Pierre-Paul Grassé, opublikowałem dłuższy artykuł p.t. „Ciuciubabka naukowa” (paryska „Kultura”, nr 7/8, 1980), który zakończyłem takim oto naukowym wnioskiem:

Nie trzeba być biologiem, by zauważyć, że aktywnie dopasowująca się do swej protezy technologicznej ludzkość, rozwinie się mniej więcej tak, jak noga wsadzona do gipsu. Jeśli rozwój biologii potoczy się dalej w kierunku, jaki nadali mu „ludzie interesu”, to rzeczywiście będziemy mieli wkrótce naukowy wynik, przewidziany już przez Lamarcka: ZAGŁADĘ ZUPEŁNIE ŚLEPEJ LUDZKOŚCI

Kolejnym po Lamarcku myślicielem, który dostrzegł pracowicie przygotowywaną, przez ‘ludzi interesu’, ZAGŁADĘ LUDZKOŚCI, był angielski filozof Matthew Arnold. W książce „Kultura i Anarchia” (1869), w sposób mało demokratyczny podzielił on mieszkańców Zjednoczonego Królestwa na „hellenistów”, czyli znanych z historii starożytnej Grecji „ludzi swobodnego umysłu i intelektu odpornego na zaklęcia i przesądy, połączonego z wyobraźnią i emocją, otwartego na doskonalenie się, wrogiego fanatyzmowi, sztywności oraz jednostronności”, oraz na ich przeciwieństwo, wywodzących się duchowo ze starożytnego Izraela, licznych w Anglii ludzi religijnych, nazwanych przezeń „hebraistami”, którzy zwykli „podporządkowywać wszystkie inne strony swej osobowości jej stronie religijnej, a to prowadzi … do klęski w osiąganiu doskonałości.”

W czym rzecz, z tym totalnym podporządkowaniem swej osobowości wzorcom zachowania się, promowanym zarówno przez Stary jak i Nowy Testament?

Otóż popularyzatorzy Pisma Świętego podkreślają, że stworzony na obraz i podobieństwo Boga człowiek dostał za zadanie panować nad „wszelką żywiną (‘zoon’), co się na tym świecie poruszać odważa” (patrz encyklika „Laborem exercens” z roku 1981). A zatem nie dziwota, że wychowani w takich oparach „doktorowie i uczeni w Piśmie” niechętnie się odnoszą, jak to celnie zauważyła cytowana wyżej Iva Kalina, do postulowanej przez Lamarcka „jakiejś wewnętrznej siły, która pozwala zwierzętom – w tym i człowiekowi – pokonywać przeszkody środowiska i się doskonalić ” (doskonalić, między innymi, w unikaniu zniewolenia przez błogosławiony w Biblii Naród Wybrany).

Ja z wiary w nauki Kościoła wyrosłem już w liceum, a będąc z zamiłowania przyrodnikiem, który około 40 lat temu studiował i genetykę populacji u Alberta Jacquard w Genewie i historię rozwoju teorii ewolucyjnych u Pierre-Paula Grassé w Paryżu, jestem w stanie podać definicję istoty roznoszonej przez entuzjastów Biblii choroby cywilizacyjnej, przez Matthew Arnolda określonej mianem „hebraizmu, prowadzącego do pokrętnego wzrostu religijnej strony człowieka, oraz do klęski w osiąganiu przezeń doskonałości.”

Hebraizm to nienawiść do Bio-Inteligencji, REALNEGO Boga Stwórcy Wszechświata, w tym i nas samych

Czymże zatem jest ta BIO-INTELIGENCJA, „vis vitalis” o której istnieniu najbardziej utytułowani dzisiaj uczeni obawiają się nawet pomyśleć, nie mówiąc już o pisaniu o niej w swych periodykach oraz książkach? Zobowiązany zatem jestem przypomnieć, że biolog i psycholog Jean Piaget, którego poglądów jestem propagatorem, zdefiniował inteligencję jako automatyczną reakcję – każdego zdrowego organizmu, włączając w to mikroorganizmy – na zaburzające/uszkadzające jego strukturę podrażnienia, po polsku zwane bodźcami (zewnętrznymi lub wewnętrznymi). Reakcja ta polega na „naprawie z nadkompensacją” organów uszkodzonych (w sposób nie krytyczny) przez te bodźce. I to wystarcza, by organizm się doskonalił w oddziaływaniu z jego otoczeniem, a w szczególności skutecznie bronił się przeciw (nie krytycznym) agresjom tegoż jego otoczenia.

To ZOOLOGICZNE zjawisko, doskonale znane uprawiającym jakąś dyscyplinę sportowcom, nosi nazwę NADREGENERACJI zmęczonych i pozrywanych włókien mięśni, a także i neuronów uszkodzonych w trakcie wysiłku. Wskutek zaś molekularnej konieczności użycia genetycznych “matryc” w procesie powysiłkowej REGENERACJI, mamy także (dobrze skądinąd obserwowalną pod zwykłym mikroskopem) wybiórczą NADREGENERACJĘ genów metabolicznych. Zaś dokładnie taka sama jak w przypadku inżynierii genetycznej, chemicznie spontaniczna asocjacja „wybranych do nadregeneracji przez ich użycie” segmentów genów, w sposób AUTOMATYCZNY prowadzi do pojawienia się ODRUCHÓW WARUNKOWYCH, dających organizmom – włączając w to mikroorganizmy – zdolność („siłę życiową!”) do skuteczniejszego przeciwstawiania się czynnikom zaburzającym/uszkadzającym ich dynamiczną strukturę. Ten konieczny dla Istnienia Życia Endogenny System Reakcji nazwałem w skrócie (I)RSA, to znaczy Irytacja (bodziec, uszkodzenie) →Regeneracja→SuperregeneracjaAssocjacja reakcji (odruchów) biorących udział w naprawie ponawianych uszkodzeń.

To jest fizjologiczna baza BIO-INTELIGENCJI (z łaciny inter-ligare, łączyć ze sobą, asocjować), która jest odpowiedzialna zarówno za stosunkową długotrwałość naszego życia, jak i za powstanie, w trakcie długich okresów geologicznych, bardziej zróżnicowanych – a zatem i estetycznie bardziej atrakcyjnych – dynamicznych form życia na Ziemi. Dzięki pomocy mych francuskich kolegów, Jacquesa Ninio i Clauda Weil, w roku 1981 udało mi się opublikować, w periodyku “Fundamenta Scientiae”, 20 stronicowy “List otwarty do biologów” (Open Letter to Biologists), w którym wskazałem na molekularną bazę tego podstawowego PRAWA BIOLOGII.

Nie potrzebuję dodawać, że ten artykuł stał się przedmiotem emocjonalnego (tak!) jego odrzucenia przez trzymające przysłowiowe “klucze poznania”, wyraźnie dotknięte ‘hebraizmem’ autorytety: we Francji w 1981 to był główny tamtejszy “ideolog neurologii” Jean-Pierre Changeux, a w Polsce w 1982 “ojciec” lokalnych mikro-filozofów Władysław Krajewski. (Obaj najwyraźniej rozumowali, podobnie jak unikający doskonalenia swego poglądu na ewolucję Karol Darwin “Niech nas Bóg chroni przed Lamarcka nonsensami w rodzaju jego tendencji organizmów do samodoskonalenia się” – patrz przypis 1).

Hebrajski „Beznogi (ewolucyjnie cofnięty) Gad” to Bóg Stworzyciel ludzkiej umysłowej (de)ewolucji

(Jan Kozák: „Kořeny indoevropske duchovní tradice” – Praha 2014)

Nie mając możliwości kontynuacji badań w zakresie szczegółów bio-mechanizmu powstawania nowych przystosowawczych odruchów, w kolejnym epizodzie mej działalności naukowo-filozoficzno-sportowej skompletowałem tezę doktorską pod tytułem “(Antyzoologiczna) Filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego” (2002).

Ten urodzony w 1928 roku amerykański lingwista, w eseju „Patrząc w przyszłość: perspektywy badań nad ludzkim umysłem”(1988), tymi słowami wyraził swe podstawowe naukowe przekonanie, że języki nie są usprawniane poprzez ich używanie: “Wydaje się, że mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening. Według Wikipedii, Chomsky jest nie tylko sławnym lingwistą, ale także “filozofem, historykiem, krytykiem społecznym i działaczem społecznym. Czasami opisywanym jako “twórca nowoczesnej lingwistyki oraz jeden z twórców dyscypliny nauk kognitywnych”.

Ale dlaczego ten “twórca nowoczesnej lingwistyki” zademonstrował taką odrazę do naszych wysiłków by doskonalić się w znajomości języków obcych? Z jednej strony Chomsky w swej młodości, według jego własnych wspomnień, dokonywał wysiłków by nie uczyć się uznanych jako międzynarodowe języków, jak chociażby francuskiego. Z drugiej zaś strony wkuwał na pamięć całe wersety Starego Testamentu – którego bohaterowie nabywali ich niezwykłe zdolności “sola gratia” – tylko poprzez Bożą Łaskę. By następnie w wieku dorosłym, już jako ateistyczny naukowiec uwierzyć, że w odległej przeszłości nasi przodkowie nabyli swe zdolności językowe “solus casus providentialis” – tylko poprzez cudowny przypadek. Naprawdę on to głosi, zgodnie z jego „agnostyczną wiarą”, iż “wszelka nowość w biosferze jest dziełem genetycznego przypadku” (Monod1971, Dawkins 1986; więcej na temat odkryć Chomsky’ego w artykule “Chomsky jako „homo ignorans” w zakresie konstruowania wiedzy”, oraz po angielsku, na stronie rense.com.)

Noam Chomsky nie jest odosobniony w jego odrazie do typowo „helleńskich”, nieustających wysiłków, by doskonalić się we wszystkich możliwych dziedzinach, włączając w to kompetencje językowe. Inny bio-badacz, podobnego do Chomsky’ego pochodzenia, urodzony w 1928 roku angielski embriolog Lewis Wolpert, autor popularno naukowej książki “The triumph of the embryo” (1991), jest znany ze sławnego powiedzenia “To nie jest ani urodzenie się, ani małżeństwo, ani nawet śmierć, ale gastrulacja, która jest najważniejszym momentem twego życia” (Wikipedia). Czy jednak rzeczywiście okres embrionalny ludzkiego życia jest tak istotny dla “ustawienia rozumu” (am. mindset) dorosłego człowieka?

Wrogość wobec uwielbianej przez “hellenistów” aktywności, polegającej na trwającym aż do starości, nieustannym uczeniu się czegoś, charakteryzuje “hebraistów” już od tysiącleci. Mieszkający w zhellenizowanej Aleksandrii żydowski filozof Philo Judeaus, w ten sposób objaśnił pochodzenie Mądrości Mojżesza, głównego autora Starego Testamentu:

“Mojżesz był zdania, że z duszy należy wyciąć i całkowicie usunąć część gniewliwą. To co on kocha, nie jest powściąganiem namiętności (metropatheia) ale zupełnym jej brakiem (apatheia).” Po czym Filon dodaje: „Bez zmęczenia żyje ten, komu Bóg z obfitości i łaskawości użycza dóbr doskonałych. I przeciwnie, ten kto przez wysiłek zdobywa cnotę, okazuje się mniej znaczącym i mniej doskonałym niż Mojżesz, który bez trudu i łatwo ją otrzymuje od Boga. … Jak bowiem trudzenie się jest czymś mniejszym i bardziej pospolitym od braku wysiłku, podobnie ma się rzecz niedoskonała w porównaniu z doskonałą, trak samo człowiek uczący się w porównaniu z mającym wiedzę w sobie. (Alegoria Praw, ks. III, str. 128-132 oraz 135)

To wychwalanie „Mojżesza, który bez trudu i łatwo otrzymał od Boga swą cnotę (tj. wiedzę)”, w uważnym propagandziście piagetowskiej koncepcji uczenia się, wywołuje mało „katolickie” skojarzenie: poznawcza wartość biblijnych ksiąg Tory, przypisywanej temu głównemu prorokowi Izraela, jest porównywalna z „nowoczesną lingwistyką” wynalezioną przez Noama Chomsky’ego, który nie zadał sobie trudu, by sprawdzić jak wyglądają gramatyki języków innych, niż ubożuchny w możliwości deklinacji angielski. Obie te literackie konstrukcje (Biblia i Uniwersalna Generatywna Gramatyka) są zmyśleniami nie istniejących przedmiotów, przez Kazimierza Łyszczyńskiego (1689) nazwanych CHIMERAMI, które tylko ZACIEMNIAJĄ rzeczywistość świata w którym żyjemy.

Jest to samo w sobie interesujące skojarzenie, wiążące wyraźnie zmyślone propozycje nowoczesnej lingwistyki z intelektualnymi osiągnięciami antycznych wynalazców Grzechu Pierworodnego, wynalazców Zgniłych ciał Zmartwychwstania, oraz nakazu dominacji, wytrzebionego z „duszy impulsywnej” Narodu Wybranego, nad wszystkimi innymi „zwierzęto-podobnymi” przedstawicielami homo sapiens. Antycznym „uczonym w piśmie”, któremu udało się wszczepić te starotestamentowe ‘kuku na muniu‘ w jego „Listy do pogan”, tworzące gros tekstów Nowego Testamentu, był ‘Hebrajczyk z Hebrajczyków‘ faryzeusz Szaweł alias Paweł. W ten sposób przedstawił on źródło swej MĄDROŚCI oraz ODWAGI (czyli Cnotę, w znaczeniu łacińskiego virtus), by tego zbożnego dzieła dokonać: „Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast skierowałem się do Arabii, (…) nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja,” (itd. Gal. 1: 11-117).

“Hellenista” tutaj od razu zauważy, że ten posłaniec “Hebrajskiego Boga”, unikał spotkania z innymi apostołami, w obawie by nie zostać przez nich zdemaskowany jako oszust: Szaweł alias Paweł nie znał bowiem przytoczonych w ewangeliach nauk Jezusa oraz jego czynów. Co więcej, w świetle Lewisa Wolperta odkrycia “triumfu embrionu”, tenże 13 apostoł nabył mądrość konieczną dla spełnienia jego misji, już w stadium gastruli swego embrionalnego życia! I jak w wypadku Mojżesza przed nim i Chomsky’ego po nim, wkład Apostoła Pawła do budowy Gmachu Ludzkiej Wiedzy Powszechnej polegał na głoszeniu Wielkich Rzeczy, które nie istnieją, oraz na zepchnięciu w Nicość Rzeczy Istotnych, które istnieją. (Warto pamiętać w tym kontekście jego dumne zapewnienie w I Liście do Koryntian “Ja wyniszczę mądrość mędrców, a inteligencję hellenistów udaremnię!)

 

Co zrobić z tym “Hebrajskim ‘Inteligentnym Dizajnem’ Ewolucji” (HIDE) coraz brzydszej Ludzkości?

Omówiony powyżej, w sposób maksymalnie zwięzły “hebraizm”, z jego pogardą dla faktu doskonalenia, poprzez powtarzane wysiłki, ludzkich psychomotorycznych zdolności, przez samą swą “bożą naturę” prowadzi do przewidywanego przez Lamarcka zdebilnienia człowieczeństwa. Pamiętam z okresu mych drugich studiów w USA przed blisko 50 laty, że pejoratywnym określeniem “Imbecility First!” nazwałem liczne w owym okresie książki typu “Szok przyszłości” Alvina Toefflera, wychwalające dobrodziejstwa zamerykanizowanego świata, przesyconego ułatwiającymi życie urządzeniami techniki (patrz poniżej):

Dzisiaj jako „pogański filozof” zobowiązany jestem dodać, że sygnalizowany w mej Meta-Ph.D. pracy sprzed lat 46, Amerykański „I-First” Nowotwór Społeczny, w znacznym stopniu jest rezultatem misyjnych wysiłków żydochrześcijańskiego kleru. To dzięki niemu Zachód został “zhebraizowany”, to znaczy wykastrowany, na wzór tego biblijnego Mojżesza, z “duszy emocjonalnej” wywołującej w ludziach “grzeszny” pociąg do rzeczy pięknych oraz do równie “grzesznej” chęci dostrzeżenia „jak rzeczy mają się w rzeczywistości”. Zaś brak konieczności systematycznego ćwiczenia, zarówno zmysłów jak i niepotrzebnych obecnie organów poruszania się, w sposób naturalny pcha zbiedniałych psychomotorycznie obywateli w kierunku samo-uwięzienia się w „dobrodziejstwach” Cywilizacji TPD (Technika-Pieniądz-Dupa). Co z kolei jest źródłem sprymitywizowanej kulturowej monotonii, zaniku całych grup narodowych (jak chociażby połabskich Serbów), oraz plagi chorób cywilizacyjnych, w tym autyzmu, szczególnie częstego w dzielnicach bogaczy.

Jak zorganizować skuteczny sabotaż tego „I-First” HIDE Systemu?

Jak po wielokroć mówił mi to nestor francuskich zoologów, Pierre-Paul Grassé, żywe istoty są zdolne do skutecznej neutralizacji środków je uszkadzających – włączając w to środki uszkadzające ich geny. Tutaj najlepszego, „zakazanego do ujawniania” przykładu tej METAFIZYCZNEJ zdolności dostarczają bardzo liczne doświadczenia z promieniowaniem jonizującym, uszkadzającym nasze struktury genetyczne. Mój zmarły w 2011 roku w wieku 84 lat kolega alpinista, przez wiele lat kierownik Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR) w Polsce, profesor Zbigniew Jaworowski w artykule „Dobroczynne promieniowanie” (Wiedza i Życie, 3/1997)przedstawił taki oto wykres:

Ten wykres ilustruje differentia specifica pomiędzy „hebrajskim” i „helleńskim” ‘mindset’, mówiąc po amerykańsku: samo-wykastrowani z „duszy wielbiącej Erosa” hebraiści są pewni tego, że istoty żywe nie posiadają zdolności przeciwdziałania uszkodzeniom ich genów, wywołanym przez napromieniowanie. Stąd im bardziej intensywne jest to napromieniowanie, tym bardziej szkodliwe winno ono być (hipoteza LNT na wykresie). Natomiast „helleniści”, przyzwyczajeni do precyzyjnych obserwacji siebie samych, a w szczególności personel medyczny pracujący w sanatoriach wykorzystujących radioaktywny radon jako czynnik leczący (jest takie w Kowarach na Śląsku), nie tylko zauważyli znaczy wzrost szybkości napraw, w próbkach ich własnej krwi, uszkodzonych promieniami UV genów (w porównaniu z grupą kontrolną), ale także ogólne polepszanie się zdrowia osób narażonych na małe lub nawet średnie dawki napromieniowania. Jest to „krzywa hormetyczna” na diagramie. (‘Hormeza‘ to hormonalne pobudzenie do aktywności systemu odpornościowego poprzez jego Irytację – patrz system (I)RSA powyżej.)

Więcej informacji na omawiany temat znajduje się w pracy T.D. Luckey “Radiation Hormesis: Good, the Bad, and the Ugly” z roku 2006, oraz JaworowskiegoRemedium na strach” z roku 2010. W szczególności Luckey przytacza dane iż „Ponad 3000 artykułów naukowych wskazuje, że niskie dawki napromieniowania są pobudzające i/lub dobroczynne dla szerokiej rzeszy mikrobów, roślin, bezkręgowców i kręgowców. … Trwające przez wiele dekad studia epidemiologiczne w Chinach wskazały, że wieśniacy żyjący w rejonach o trzykrotnie wyższym niż naturalne napromieniowanie są bardziej zdrowi pod każdym względem niż wieśniacy z terenów o niskim poziomie napromieniowania, … Ponad 23 tysiące japońskich ofiar bomby atomowej otrzymały mniej niż 10 cGY; ich umieralność z powodu raka była nie większa niż u 34,275 osób z kontrolnej populacji, itd.” Co więcej, tenże Luckey podkreśla „BŻYDOTĘ (The Ugly) błędnej konkluzji autorytetów, które doradzają rządowi USA, odnośnie szkodliwości niskich dawek napromieniowania”.

W roku 2009 Jaworowski długo mi tłumaczył, że nie było żadnych rakotwórczych efektów bomb atomowych użytych w Hiroszimie i Nagasaki, co pracowicie sprawdziłem w literaturze. I mnie wyśmiał, gdy chciałem mu pokazać zdjęcia monstrualnych deformacji dzieci, jakie ponoć się urodziły w okolicach Basry w Iraku, po amerykańskich bombardowaniach tego rejonu amunicją ze zubożonym uranem. „To są lalki specjalnie przygotowane, aby straszyć ludzi” powiedział – patrz zdjęcia poniżej:

Otóż autora tych zdjęć, Dr.Siegwart Horst-Gunthera, poznałem w Szwajcarii w roku 2006 z okazji konferencji „Mut zurEthik” – ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że niskie dozy napromieniowania – takie jakie emituje DU, czyli zubożony uran – nie mają cech rakotwórczych. I dlatego nie zapytałem się dr. Gunthera, czy w Basrze fotografował ŻYWE potworki, czy też ich ATRAPY (jak chociażby ta lalka po prawej z poszarpaną na szyi okleiną). Wyprodukować dziesiątki takich potworków mogła tylko jakaś, posiadająca ku temu duże środki, TAJNA AGENCJA – i warto pamiętać, że szpital w Basrze znajdował się w tym okresie pod kontrolą wojsk angielskich. A ten fakt sugeruje, że i polskojęzyczni „antyuranowcy” (w szczególności dr. Bein z Kanady) mają jakieś „duchowe powiązania” z tymi obżydliwymi, tajnymi agencjami, specjalizującymi się w straszeniu ludzi DU. (Tutaj też wyczuwa się „niewidzialną rękę” hebrajskich kapłanów, którzy już za czasów Jezusa z Nazaretu straszyli prostych ludzi nadchodzącym KOŃCEM ŚWIATA…).

Są i dalsze efekty funkcjonowania, znienawidzonego przez autorytety „I-First Imperium”, systemu (I)RSA bio-inteligencji. Otóż wpływ hormetyczny mają nie tylko irytacje napromieniowaniami, ale także mini-zatrucia chemikaliami takimi jak rtęć, ołów, aluminium czy nawet arszenik (tak!). Ponieważ nasłana do Polski z USA, dr neurologii Maria Majewska namolnie występuje publicznie z hipotezą, że narastająca pandemia autyzmu, to nie wynik dziedziczenia „zubożenia neuronalnego”, ułatwiającego samo-zamknięcie się ludności w „klatkach z komfortem”, ale efekt stosowania w szczepionkach mikrodawek związku rtęci, więc sprawdziłem dane na których oparła ona swe wywody(www.epa.gov/iris/subst/0073.htm). No i wyszło to, co miało wyjść, patrz poniżej:

Jaki z tego doświadczenia – i z setek innych podobnych doświadczeń, także na ludziach – można wysnuć wniosek? Ludzie, którzy czy to we wczesnej ich młodości, czy też później, zostali narażeni na średniej intensywności napromieniowania (i/lub na zawierające mikrotrucizny szczepienia), statystycznie winni być, jak ci wieśniacy w Chinach, i ogólnie zdrowsi i bardziej długowieczni, niż osoby straszone przez „lobby antyszczepieniowe” wyimaginowanym ludobójstwem (patrz zdjęcia tego „lobby” w Polsce):

Świadomość, że wewnętrzne uszkodzenia/zmęczenia, wywołane umiarkowanymi lub nawet poważnymi ćwiczeniami fizycznymi, są dla ćwiczących generalnie dobroczynne, była powszechna w starożytności wśród Greków. Jednak żyjący obok tych Greków Żydzi mieli na ten temat inną opinię. Filon Aleksandryjski, którego „antyzoologiczna teozofia” wywarła decydujący wpływ na kierunek rozwoju Cywilizacji Zachodu, argumentował przecież, żetrudzenie się jest czymś mniejszym i bardziej pospolitym od braku wysiłku … Bez zmęczenia żyje ten, komu Bóg z obfitości i łaskawości użycza dóbr doskonałych.” W świetle “hellenistycznego” zrozumienia życia, przebywanie przez dłuższy czas “w łasce u Boga” winno powodować ogólny zanik inteligencji. Dobrego przykładu, takiego zmniejszenia się umysłowego, dostarczył w 1984 roku wzmiankowany wcześniej “komputerowy neurolog” Pierre-Paul Changeux. W jego szybko przetłumaczonej na język angielski książce “Neuronal man”zapewnia on, że “uczyć się oznacza eliminować” nadmiarowe połączenia w korze mózgowej. Te, oddziedziczone przez nas z czasów poprzedzających nadejście techniki oraz komfortu, neuronalne połączenia kodujące nasze (przynajmniej moje) młodzieńcze “marzenia o życiu w wolnym od cywilizacji otoczeniu”, utrudniają nam adaptację do intensywnie nieruchawych warunków życia w środowisku, któremu “Bóg z obfitości i łaskawości użyczył dóbr doskonałych.

Im mniej bowiem tych ‘doskonałych dóbr’, tym mniej hipermarketów, banków, autostrad oraz samochodów, a zatem i życie jest bardziej interesujące i bliższe Naturze (którą to Naturę “uduchowieni Biblią” hebraiści mają “czynić sobie poddaną”). Tutaj oczywiście przychodzi na myśl historia Związku Radzieckiego, w którym nie tylko system bankowy oraz instytucje komercyjne zostały poważnie ograniczone, ale także religia, w szczególności judaizm, był przez państwo zwalczany. REWOLUCJA BOLSZEWICKA MIAŁA CHARAKTER ANTYHEBRAISTYCZNY – i to pomimo poważnego w niej zaangażowania się “samo nienawidzących się” (self hatingŻydów. Żydów pragnących realizować ideę Karola Marksa, że “gdy społeczeństwu uda się znieść empiryczną istotę żydostwa, handel i jego przesłanki, z tą chwilą Żyd stanie się niemożliwy(1843). Nie dziwota zatem, że lamarckowskie a następnie piagetowskie koncepcje rozwoju (ewolucji) człowieka były uznane w Związku Radzieckim za moralne dyrektywy jak zacne życie winno wyglądać – i te „zapomniane” koncepcje winne być propagowane także i dzisiaj (patrz tajemnicza Iva Kalina, 03.10.2017). Inaczej “radosna przyszłość” w Globalnym “Imbecility First!” (w skrócie I-First) Imperium, przyjmie formę GLOBALNEGO RAKA, niskozróżnicowanego MONSTRUM, którego HEBRAJSKI „INTELIGENTNY DESIGN” (DE)EWOLUCJI został wmontowany w pierwsze strony antycznej Biblii. (Detale tego “bożego projektu” zawarte są w krótkiej satyrze “Deklaracja Praw Człowieka Embrionalnego”, napisanej w 1993 w Genewie)

Przypis 1:

Przed 34 laty tak ocenili moją Pracę Życia, pod tytułem „Atrapy oraz paradoksy nowoczesnej biologii” jej oficjalni – jeszcze za PRL – recenzenci:

Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem. […] Autor, stojąc na stanowisku lamarckizmu, zawzięcie atakuje neodarwinowskie poglądy na ewolucję, wiarę w „nieśmiertelność” DNA i w absolutną przypadkowość mutacji genetycznych. […] Bardzo interesujące są poglądy wyrażone w ostatnich rozdziałach książki, dotyczące wpływu neodarwinizmu na rozwój społeczności ludzkich. […] Uważam, że książka […], aczkolwiek kontrowersyjna, w pełni zasługuje na publikację.

– prof. dr Andrzej Hrynkiewicz  członek rzeczywisty PAN Zakład Fizyki Medycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Praca ta roi się od fałszywych teorii, przeinaczeń, trywializacji i poważnych błędów. […] Autor, posługując się słowami Lamarcka, określa darwinistów jako „niezdolnych do powiązania razem nawet trzech idei”. […] Darwinizm jest według autora odpowiedzialny za wyścigi zbrojeń, konkurencję ekonomiczną, karierowiczostwo i wszystko co najgorsze. […] Podsumowując: uważam, że przedstawiony mi do recenzji maszynopis zupełnie nie nadaje się do druku.

– dr Jakub Szacki  Zakład Fizjologii Zwierząt Uniwersytetu Warszawskiego

Efektem lektury tej książki może być przeświadczenie, że teorię ewolucji, ten fundament gmachu dzisiejszej biologii, opracowali ludzie fizycznie zdegenerowani, umysłowo gnuśni i upierający się przy bezsensownych koncepcjach. […] Autor włożył w książkę wiele pracy i wiele musiał przemyśleć; co więcej, ma niewątpliwie sporo do powiedzenia. Druk jego książki […] przyniósłby — jak sądzę — szkodę i sprawie popularyzacji nauki i samemu Autorowi.

– dr Marcin Ryszkiewicz  Muzeum Ziemi PAN w Warszawie

(Zgadnij no, koteczku, który z tych recenzentów był/jest jewrejskogo proizchożdenija?)

Nb. Rzeczoną książkę, napisaną na w 1984 roku na zamówienie PRL-owskiej Naszej Księgarni, udało mi się wydać dopiero w 1993 roku, przy częściowym wsparciu finansowym ze Szwajcarii.

***

Przypis 2:

Krótki reportaż ze znajdującego się już na terenie Białorusi, odległego o 8 km od elektrowni atomowej w Czarnobylu, epicentrum radiacyjnego skażenia ziemi po pożarze w 1986 w tej elektrowni. Autor reportażu, demonstrując przyrząd wskazujący, że radiacja jest wciąż 100 razy wyższa od normalnej, zauważa iż „w tym miejscu widać niebywały rozkwit zarówno flory jak i fauny”.

https://youtu.be/pWfaUGRe1UQ